Reklama

Jakub Dąbek o tym, jak budżet obywatelski zamienia się w wyścig szkół

Budżet obywatelski z założenia miał być lekcją lokalnej demokracji i narzędziem w rękach mieszkańców. Tymczasem w Jaworznie wokół głosowania na przyszkolne boiska narastają wątpliwości. Czy powrót do szkolnych ław po wakacjach stał się dla rodziców okazją do wyrażenia opinii, czy raczej cichym sprawdzianem z mobilizacji i wyrabiania „normy”?

Detektyw Dąbek i wywiadówka z urną

– Panie Dąbek, w szkołach demokracja przyspieszyła.

– Dzieci wybierały przewodniczącego klasy?

– Rodzice wybierali boiska. W jaworznickim budżecie obywatelskim zbierali głosy na projekt sportowy, budowę boisk przy szkole.

– Dobry pomysł. Dzieci powinny mieć gdzie grać.

– I rodzice też zagrali. Przyszli na zebranie, podpisali karty do głosowania. Tylko niektórzy się zdziwili, że zebranie tak wcześnie. Zwykle człowiek ma jeszcze dwa, trzy tygodnie spokoju, zanim usłyszy o składkach, wycieczkach i kapciach na zmianę, a tu już trzeba siadać w ławce.

Reklama

– Może szkoła chciała wcześniej poznać rodziców?

– Szczególnie ich podpisy.

– Pan wszędzie widzi spisek. Ja widzę zaangażowanie obywatelskie.

– To niech pan zobaczy jeszcze jedną rzecz. Mój kolega, były woźny z urzędu, twierdzi, że każda partia oddanych głosów była oznaczana: która szkoła przyniosła.

– Samo oznaczenie paczki jeszcze o niczym nie świadczy.

– Też mu tak powiedziałem. A on na to, że podobno potem będzie wiadomo, która szkoła dostarczyła więcej głosów, i że to ma mieć znaczenie przy dzieleniu pieniędzy między szkoły. Dąbek odstawił filiżankę.

Reklama

– Niemożliwe.

– Kawę pan za mocną zrobił?

– Nie. Niemożliwe, żeby pieniądze dla szkoły zależały od tego, ile kart przynieśli rodzice.

– Panie detektywie, może obowiązuje zasada: więcej przyniesiesz, więcej dostaniesz.

– To wychodzi program lojalnościowy. Dziesięć podpisów i dostajesz piłkę, sto podpisów i siatkę, tysiąc podpisów i remont szatni?

– Przy dwóch tysiącach dyrektor przechodzi do złotej ligi.

– A szkoła, która ma mniej uczniów?

– Musi nadrabiać ambicją.

– A rodzic, który chciałby zagłosować na inny projekt?

Reklama

– Najlepiej, żeby miał mocny charakter. I nie siedział w pierwszej ławce. Dąbek wyciągnął notes.

– Najpierw trzeba sprawdzić, czy kolega woźny rzeczywiście coś wie, czy tylko usłyszał na korytarzu.

– On znał wszystkie korytarze.

– Znajomość korytarza to jeszcze nie znajomość zasad podziału budżetu.

– Ale czasem na korytarzu człowiek dowie się więcej niż na zebraniu.

– Jeśli ta historia się potwierdzi, to będzie kolejne wypaczenie budżetu obywatelskiego. Rodzice mają głosować na potrzebny projekt, a nie wyrabiać szkole normę.

Reklama

– Czyli zebranie rodziców z elementami współzawodnictwa?

– Z tabelą wyników. „Klasa trzecia B zebrała najwięcej głosów. Klasa czwarta A musi popracować nad postawą obywatelską”.

– A na świadectwie dziecka: matematyka cztery, polski pięć, mobilizacja rodziców dwa.

– I uwaga w dzienniku: „Ojciec nie dostarczył karty. Wezwać na rozmowę”. Sąsiad westchnął.

– Wie pan, boiska by się przydały. Tylko człowiek chciałby wiedzieć, według jakich zasad dzielą pieniądze.

– Właśnie. Jeżeli za głosami mają iść późniejsze nagrody dla szkół, trzeba to uczciwie powiedzieć. A jeśli takie historie okażą się prawdą i tak to ma dalej wyglądać, to może lepiej ten budżet obywatelski zlikwidować, niż robić z obywatelskiego głosowania zawody w dostarczaniu podpisów.

Reklama

– Szkoda by było.

– Szkoda. Ale najbardziej szkoda dzieci.

– Dlaczego?

– Bo zanim zbudują im boisko, już dostaną lekcję, jak się ustawia wynik.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/10/2026 15:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama