Kto z nas nie marzy o tym, by kawałek podmiejskiego ugoru nagle, mocą urzędniczego dekretu, przeistoczył się w działkę budowlaną? Wartość gruntu rośnie wówczas dziesięciokrotnie, a dotychczasowy właściciel miedzy z dnia na dzień zaczyna mentalnie przymierzać garnitur rentiera. Kiedy człowiek buduje tam dom dla siebie, myśli po gospodarsku: doprowadzi media, zostawi szeroki pas na dojazd, by wóz asenizacyjny nie urwał lusterek, a kurier z paczką nie utknął w błocie po osie.
Schody zaczynają się wtedy, gdy do gry wchodzi zimny kalkulator dewelopera.
W rejonach takich jak Dąbrowa Narodowa ziemia przestała już służyć rodzinnej schedzie – dziś służy maksymalizacji marży. Każdy metr kwadratowy przeznaczony pod porządną drogę, chodnik czy latarnię to dla inwestora strata żywej gotówki. Kroi się więc parcele do granic wytrzymałości fizycznej i przepisów, a kwestię dojazdu kwituje radosnym: „jakoś to będzie”. W planach wyznacza się wąską gardziel, a potężne SUV-y przyszłych lokatorów upycha w wyobraźni. Klientom z kolei serwuje się bajkę o tym, jak to gmina lada moment przejmie trakt, wyleje równiutki asfalt i postawi stylowe oświetlenie.
I wtedy wkracza huraoptymizm. Do Jaworzna zjeżdżają tabuny ludzi z całej aglomeracji, kuszeni zielenią i obietnicą świętego spokoju. Kupują oczami. Urzędnik w magistracie przybija pieczątkę, bo papierowy dostęp do drogi publicznej formalnie się zgadza, więc pozwolenie na budowę wydać trzeba. Kto by tam w przypływie euforii wczytywał się w księgi wieczyste i sprawdzał, czy ten wyboisty szlak to cywilizowana droga gminna, czy może prawna pułapka ze współwłasnością na trzydziestu skłóconych sąsiadów?
Czar pryska zaraz po rozpakowaniu kartonów. Oaza spokoju zderza się z brutalną rzeczywistością i zamienia w szkołę przetrwania. Ruch z setek nowych domów błyskawicznie zatyka wąskie gardła pokroju ulicy Storczyków, a dzieciaki wędrują do szkoły po ciemku, poboczem, brodząc w błocie po kolana. Wtedy pojawia się święte oburzenie i pierwsze pielgrzymki na sesje rady miejskiej z dramatycznym pytaniem: „Gdzie jest miasto?!”.
Odpowiedź samorządu bywa chłodna niczym lód w lutowy poranek: to nie nasza droga, lecz trakt prywatny. Miasto nie ma w budżecie luźnych milionów na wykupy gruntów, których ceny – przez ten sam deweloperski boom – poszybowały przecież w kosmos. Deweloper tymczasem dawno już zainkasował zyski, zamknął spółkę celową i buduje kolejne osiedle trzy ulice dalej. Mieszkańców zostawia z ręką w nocniku i drogą z dziurawego tłucznia.
Przy dzisiejszych kosztach budowy infrastruktury za deweloperskie obietnice bez pokrycia zapłacą sami właściciele – albo z własnej kieszeni, albo latami brnąc w błocie i wypatrując mitycznej miejskiej inwestycji.
Motto dzisiejszych czasów? Budować się, jasne, z rozmachem! A martwić będziemy się potem. Najlepiej jesiennym wieczorem, ze smartfonem w ręku, którego latarka robi za jedyny strumień światła w egipskich ciemnościach nowego osiedla.
Franciszek Matysik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
oj tam oj tam, jedni pazereni a drudzy chytrzy investorzy
Fakty sa wszystkim znane,.Osiedla domkow jednorodzinnych powstaja daleko od szosy, Mieszkancy maja piekne domy, a na oswietlenie uliczne, asfaltowe jezdnie, betonowe chodniki i komunikacje miejska musza czekac nikt nie wie jak dlugo. Od projektu do realizacji mija kilka lat, Wazne jest wczesniejsze planowanie przez miasto wydatkow na ten cel, Bogate samorzady maja wieksze mozliwosci .
mogl wam developer wybudowac drogi i oswietlenie skoro postawil wam osiedle
Zgadzam sie z wackiem. Kupujesz to masz a jak gówno w złotym opakowaniu kupujesz to masz prawie złote gówno.
Działki pod Nowodługoszyńską zostały przez miasto wykupione ponad 10 lat temu. Kilka lat temu zbudowano w jej śladzie kanalizację deszczową, wykorytowano oraz jej ślad utwardzono tłuczniem. Niestety, zaraz po wykonaniu tych prac drogę zamknięto i obecnie niszczeje zarastając niedokończona i nieużywana. To ona jest rozwiązaniem problemu, a budowa (oczywiście potrzebnego) łącznika jedynie półśrodkiem, prowizorką. Proszę zatem przed napisaniem artykułu zgłębić temat. Pieniądze za działki miasto otrzymało i to nie ulega wątpliwości. Wydało również pozwolenia na budowę. I bez znaczenia czy klientem były osoby prywatne czy deweloperzy. Dziś jednak winę za stan obecny przesuwa się starych i nowych mieszkańców.
Wspaniale się sprzedaje działki przez miasto, pieniążki na konto gminy wpływają. Deweloperzy uśmiechnięci, interes się kręci, a mieszkańcy się proszą o podstawowa infrastrukturę, nieplanowaną przez miasto. Jakie to żałosne..... włodarze miasta.
Stac na konia to stać i na wóz! Sami se drogi zróbcie jak wam nie pasuje. Ja nie mam zamiaru za moje wam dróg robić
oj tam oj tam, jedni pazereni a drudzy chytrzy investorzy
Fakty sa wszystkim znane,.Osiedla domkow jednorodzinnych powstaja daleko od szosy, Mieszkancy maja piekne domy, a na oswietlenie uliczne, asfaltowe jezdnie, betonowe chodniki i komunikacje miejska musza czekac nikt nie wie jak dlugo. Od projektu do realizacji mija kilka lat, Wazne jest wczesniejsze planowanie przez miasto wydatkow na ten cel, Bogate samorzady maja wieksze mozliwosci .
mogl wam developer wybudowac drogi i oswietlenie skoro postawil wam osiedle