Raz niemal całkowicie wysycha, innym razem po intensywnych opadach ledwo mieści się w korycie. Historia Koziego Brodu pokazuje, że mieszkańcy Szczakowej od lat mierzą się z gwałtownymi zmianami poziomu wody, zanieczyszczeniami i zarastaniem rzeki. Pomimo ekspertyz, interwencji oraz prowadzonych prac nie wszystkie przyczyny tych zjawisk zostały jednoznacznie wyjaśnione.
Kozi Bród ma swoje źródła na wschód od Myślachowic. Przepływa przez Trzebinię, Ciężkowice i Szczakową, a w Długoszynie uchodzi do Białej Przemszy. Choć nazywany jest rzeką, przez lata zachowywał się jak ciek okresowy. W jednym miejscu płynął, a kilka kilometrów dalej pozostawało po nim jedynie suche i zarośnięte koryto. O wyjaśnienie poprosiliśmy przyrodnika Piotra Grzegorzka. Choć mogłoby się wydawać, że przyczyną są wyłącznie zmiany klimatu, historia Koziego Brodu sięga znacznie dalej.
Myślę, że hydrozagadka Koziego Brodu polega na tym, że jest to bardzo kapryśna rzeka. Początkiem hydrozagadki, a właściwie wyjaśnieniem, dlaczego ona się w ogóle pojawia raz na jakiś czas, są wydarzenia z przełomu XVII i XVIII wieku. Ponieważ wtedy Kozi Bród wypływał w rejonie, który być może niektórzy mieszkańcy kojarzą. Przy drodze Trzebinia – Olkusz jest taki punkt nazywany Galman i Kozi Bród sobie po prostu wypływał tam z triasowego poziomu wodonośnego i nic mu nie wadziło. Natomiast w momencie, kiedy rozpoczęło się tam wydobycie rud cynku i ołowiu, ówcześni górnicy postanowili spuścić triasowy poziom wodonośny bardziej na wschód, w rejon Paryża i tam powiedzmy dalej do zlewni Rudawy. Od tego czasu Kozi Bród jest skazany tylko i wyłącznie na bardzo kapryśny czwartorzędowy poziom wodonośny. Czyli mówiąc krótko – my żyjemy teraz w czwartorzędzie i o tym, ile wody płynie Kozim Brodem, decyduje w dużej mierze ilość opadów - wyjaśnia przyrodnik Piotr Grzegorzek.
Jednym z przełomowych momentów było wyschnięcie rzeki w okolicach zalewu Sosina. Według przyrodnika mogło mieć to związek z pracami polegającymi na oczyszczeniu dna cieku.
Taka pierwsza poważna katastrofa zaczęła się, o ile pamiętam, chyba w 2014 roku, kiedy Kozi Bród tak na dobre wysechł, i to już na wysokości zalewu Sosina. Udało nam się to powiązać z tym, że ktoś po prostu doprowadził do oczyszczenia dna rzeki, usunął wszystkie możliwe osady, które uszczelniały piaszczyste podłoże. Nagle woda zamiast płynąć sobie spokojnie, postanowiła wsiąkać i zasilać bezpośrednio pobliską Sosinę. Także i takie zjawiska nam się tutaj zdarzają. Natomiast od 2022 roku, kiedy w rejonie ulicy Bukowskiej osiedliły się bobry, poziom wodonośny w tej okolicy dość się ustabilizował - mówi Piotr Grzegorzek.
Podobne działania prowadzono w tym roku na przełomie czerwca i lipca. Jak podały Wody Polskie prace miały charakter utrzymaniowy. Chodziło o konserwację i oczyszczenie koryta rzeki. Kozi Bród na tym odcinku był mocno zarośnięty.
Prace obejmują konserwację i czyszczenie koryta rzeki Kozi Bród na odcinku ponad 23 km, który został wskazany w nazwie zadania. Realizacja zadania rozpoczęła się dnia 19 maja 2026 r. i zakończy się 18 lipca 2026 r - poinformowały naszą redakcję Wody Polskie.

Jednak przyrodnik zwraca uwagę, że wszelkie prace na korycie rzecznym trzeba prowadzić z ostrożnością.
To na pewno może spowodować efekt podobny do tego, który był w rejonie Sosiny. Aczkolwiek tutaj ta woda, jak widzimy, na razie nie wsiąka - ocenia przyrodnik.
Mieszkańcy doskonale pamiętają lata, gdy w korycie nie było ani kropli wody, ale również okresy gwałtownych wezbrań. Jak tłumaczy ekspert, nawet wyschnięta rzeka wymaga utrzymywania drożnego koryta, bo podczas nawalnych deszczów woda potrafi pojawić się bardzo szybko. Nasz rozmówca od wielu lat obserwuje Kozi Bród i dokumentuje zachodzące w nim zmiany. Dzięki tym wieloletnim obserwacjom może porównać, jak rzeka zmieniła się pod wpływem działalności człowieka, zmian klimatycznych oraz naturalnych procesów zachodzących w przyrodzie. Dobrym przykładem są bobry. Choć ich działalność może wydawać się kontrowersyjna, bobry odgrywają istotną rolę w poprawie małej retencji. Tworzenie przez nie stawów i tam wpływa korzystnie na lokalny ekosystem, pomagając w gromadzeniu i utrzymywaniu wody. Przyrodnik uważa, że retencję i stan Koziego Brodu mogłyby poprawić także niewielkie progi piętrzące, tworzące kaskadę małych zbiorników.
Wystarczy wykonać kilka takich mini-zapór, żeby nie były równe z poziomem ulicy, tylko znacznie poniżej. Wtedy wiadomo, że woda nie wyleje, a po zapełnieniu tych mini akwenów będzie sobie dalej spokojnie płynęła. Wystarczy, że jedna będzie najwyższa, a kolejne będą się stopniowo obniżać aż do ujścia - doradza Piotr Grzegorzek.
Takie rozwiązanie spowalnia przepływ wody, pomaga zatrzymać ją w korycie, ogranicza wysychanie rzeki i zmniejsza ryzyko gwałtownych wezbrań po intensywnych opadach.
Choć Kozi Bród jest niewielką rzeką, jego znaczenie wykracza daleko poza samo koryto. Takie cieki pomagają zatrzymywać wodę w krajobrazie, zasilają wody podziemne i zwiększają odporność okolicy na skutki suszy oraz gwałtownych ulew. Tam, gdzie woda pozostaje dłużej, łatwiej utrzymać wilgotniejsze środowisko i ograniczyć skutki zmian klimatu. Trzeba jednak nie zapominać o regularnym i przemyślanym dbaniu o tę i inne rzeki.
Na podstawie doniesień przyrodnika oraz archiwum naszego portalu przygotowaliśmy kilka najważniejszych zmian jakie dotyczyły Koziego Brodu na przestrzeni ostatnich lat.
Jedna z najpoważniejszych sytuacji miała miejsce w maju 2010 roku. Poziom wody w Kozim Brodzie zbliżył się wówczas do stanu alarmowego. Rwący nurt zagrażał pobliskim zabudowaniom w Szczakowej.
Strażacy przy pomocy dźwigu podnieśli kładkę dla pieszych, przed którą piętrzyła się woda. Rozstawiono worki z piaskiem, zabezpieczono studzienki kanalizacyjne, a w okolicy odnotowano podtopienia piwnic. Grunt był tak nasiąknięty, że służby nie miały gdzie wypompowywać wody.
Na terenie Jaworzna ogłoszono wtedy pogotowie przeciwpowodziowe. Mieszkańcy przypominali, że podobna sytuacja miała miejsce podczas powodzi w 1997 roku.
Dwa lata później problem był zupełnie odwrotny.
Latem 2012 roku mieszkańcy zaczęli pytać, gdzie podziała się woda z Koziego Brodu. W Ciężkowicach rzeka jeszcze płynęła, choć jej stan był niski. W Szczakowej, już przy moście na ulicy Jagiellońskiej, można było zobaczyć suche koryto i pojedyncze kałuże.
Zjawisko nie było jednorazowe. Informacje o okresowym zanikaniu rzeki mieszkańcy przekazywali przez kolejne miesiące. Miasto zleciło więc ekspertyzę hydrogeologiczną, która miała wskazać przyczyny bardzo niskiego stanu wody oraz jej nagłego zanikania.
Sprawą zajął się górnośląski oddział Państwowego Instytutu Geologicznego. Równocześnie prowadzono prace konserwacyjne i zapowiadano zamknięcie nielegalnych wlotów, którymi do koryta trafiały ścieki.
Problem jednak nie zniknął.
W czerwcu 2014 roku, podczas fali upałów, Kozi Bród ponownie wysechł. Na dnie zostały ryby, które zaczęły gnić. Mieszkańcy skarżyli się na silny fetor. Jak relacjonowali, trudno było nawet otworzyć okna w domach położonych w pobliżu rzeki.
Obawiali się również o dzieci uczęszczające do pobliskiej szkoły. Przyczyny sytuacji nadal nie były wówczas jednoznacznie znane. Pojawiały się przypuszczenia, że wpływ na zanikanie rzeki może mieć wieloletnia działalność górnicza i związane z nią zmiany stosunków wodnych.
Sanepid informował wtedy, że nie stwierdzono bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców. W przypadku większej liczby martwych ryb konieczna byłaby jednak ich utylizacja.
Jesienią 2015 roku przyrodnik Piotr Grzegorzek opisywał koryto w rejonie drogi do Bukowna jako zielony wąwóz. W miejscu, gdzie wcześniej płynęła rzeka, rosły trawy i inna roślinność.
Według przedstawianych wówczas opinii Kozi Bród nie miał wystarczającego przepływu, aby dotrzeć do Szczakowej. Rzeka kończyła swój widoczny bieg w rejonie Sosiny. Jedna z teorii wskazywała na pobieranie wody i odwadnianie terenów w górnej części zlewni.
Na początku 2016 roku woda pojawiała się tylko na krótkich odcinkach. W rejonie ulicy Bukowskiej Kozi Bród przepływał około 100–120 metrów, po czym ponownie znikał wśród trzcin. W lutym sytuacja chwilowo się poprawiła i mieszkańcy informowali, że rzeka znów płynie przez Szczakową.


Był to jednak kolejny dowód na jej niestabilność. Woda mogła pojawić się na krótko, a później ponownie zanikała.
W czerwcu 2018 roku Kozi Bród w Szczakowej był suchy, zaśmiecony i mocno zarośnięty. Bujna roślinność zajęła zarówno dno, jak i brzegi rzeki.
Długotrwały brak przepływu oznaczał pogorszenie warunków dla organizmów związanych ze środowiskiem wodnym. Zanikały miejsca życia ryb, płazów i owadów wodnych, a koryto stopniowo przekształcało się w teren porośnięty trawami oraz krzewami.
Niecały rok później rzeka ponownie pokazała zupełnie inne oblicze.
Po intensywnych opadach 23 maja 2019 roku spokojny zazwyczaj Kozi Bród ledwo mieścił się w korycie. Na zdjęciach przesłanych przez mieszkańców było widać, że woda niemal wylewa się na ulicę w Szczakowej.
Straż pożarna zapewniała, że służby są przygotowane do zabezpieczania domów i mienia mieszkańców. Po raz kolejny okazało się, że rzeka, która przez długie miesiące może pozostawać sucha, po większych opadach bardzo szybko przybiera.
Jesienią tego samego roku mieszkańców zaniepokoił już nie poziom, lecz wygląd wody. Korytem płynęła szara, mętna ciecz, która pochodziła z remontowanego zalewu Sosina.
Urząd Miejski wyjaśniał, że woda była przepompowywana do Koziego Brodu w ramach oczyszczania i odmulania zbiornika. Prace znajdowały się pod kontrolą Wód Polskich, a badania nie wykazały nieprawidłowości.
Mieszkańcy obawiali się jednak, że muł może osadzać się w rzece i dodatkowo ograniczać jej przepływ.
W lipcu 2022 roku problemem nie był ani wysoki poziom wody, ani jej kolor, lecz roślinność. Koryto zostało niemal całkowicie wypełnione trawami i szuwarami. W niektórych miejscach rośliny osiągały około dwóch metrów wysokości.
Mieszkańcy alarmowali, że dna rzeki nie było już widać. Wcześniejsze czyszczenie koryta mogło pobudzić rośliny do ponownego, jeszcze intensywniejszego wzrostu. Pojawiły się pytania o potrzebę systematycznej konserwacji rzeki, a nie jedynie prowadzenia prac w reakcji na kolejne zgłoszenia.
W lutym 2024 roku mieszkańcy Szczakowej ponownie zgłosili alarmująco wysoki poziom wody. Obawy były tym większe, że w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki znajdują się domy, a prognozy zapowiadały dalsze opady.
Miesiąc później uwagę zwróciła żółta barwa wody. Mieszkańcy podejrzewali zanieczyszczenie i zgłosili sprawę służbom oraz Wodom Polskim.
Strażacy, którzy pojawili się w rejonie rzeki 19 marca, ustalili, że zmiana koloru wynikała z naturalnego zamulenia ziemią. Nie stwierdzono chemicznego zanieczyszczenia.
Latem 2025 roku ponownie pojawiły się informacje, że Kozi Bród wysycha. Kontrola przeprowadzona pod koniec sierpnia wykazała jednak bardziej skomplikowaną sytuację.
W Ciężkowicach rzeka płynęła wartko i miała rdzawą barwę. Woda pochodziła między innymi z odwadniania terenów górniczych w rejonie Trzebini-Sierszy. Dodatkowym źródłem przepływu były wody z miejscowej oczyszczalni.
W rejonie ulicy Bukowskiej rzeka znacznie zwalniała i szeroko się rozlewała. Wpływ na przepływ miały również odbudowywane przez bobry tamy.
W Szczakowej koryto było tak mocno porośnięte trzcinami, trawami i turzycami, że z mostu można było odnieść wrażenie, iż rzeka całkowicie wyschła. Woda znajdowała się jednak pod roślinnością i była widoczna nieco dalej.
W marcu i kwietniu 2026 roku Kozi Bród ponownie płynął szybko, niosąc wodę o rdzawej barwie. Przyrodnik Piotr Grzegorzek wskazywał, że był to skutek odwadniania terenów dawnej eksploatacji górniczej w rejonie Trzebini-Sierszy.
Tak zwana wielka dolewka zwiększyła przepływ, dzięki czemu rzeka ponownie stała się wyraźnie widoczna. Rdzawy kolor miał wynikać z pochodzenia wody z karbońskich warstw wodonośnych.
W nurcie i na brzegach nadal rozwijała się roślinność. Obok rodzimych gatunków pojawiały się również rośliny inwazyjne, między innymi rdestowiec japoński i niecierpek himalajski.
W maju 2026 roku rozpoczęły się duże prace konserwacyjne na Kozim Brodzie. Objęły ponad 23 kilometry rzeki na terenie Jaworzna i gminy Trzebinia.
W Szczakowej koparka usuwała trawy, szuwary oraz muł, które ograniczały drożność koryta. Prace prowadzono między innymi w rejonie ulic Jagiellońskiej, Bukowskiej i Ariańskiej.
Mieszkańcy zwracali uwagę, że wydobyty materiał pozostawiono na brzegach. Obawiali się, że podczas intensywnych opadów muł i roślinność ponownie spłyną do rzeki.
Wody Polskie wyjaśniły, że materiał musiał najpierw wyschnąć. Część miała zostać usunięta, a pozostała rozplantowana na skarpach.

Historia Koziego Brodu to nie tylko lokalna ciekawostka. Rzeka pokazuje, jak gwałtownie może zmieniać się sytuacja w niewielkich ciekach wodnych.
Długie okresy bez opadów, zmiany poziomu wód gruntowych, odwadnianie terenów górniczych, przekształcenia zlewni i zarastanie koryta mogą ograniczać przepływ. Z kolei intensywne deszcze powodują szybkie wezbrania, ponieważ woda spływa do rzeki w krótkim czasie.
Dla lokalnej przyrody każda skrajność oznacza problem. Wysychanie niszczy siedliska ryb, płazów i owadów wodnych. Gwałtowne wezbrania wypłukują dno i brzegi. Zbyt mocne usuwanie roślinności może natomiast przyspieszać odpływ wody, ograniczając naturalną retencję.
Dlatego utrzymanie Koziego Brodu wymaga znalezienia równowagi. Koryto musi być na tyle drożne, aby po ulewach nie zagrażało mieszkańcom, ale równocześnie rzeka powinna zachować roślinność i przestrzeń pozwalającą zatrzymywać wodę podczas suszy. Dobrą praktyką według przyrodnika Piotra Grzegorzka jest budowanie mini zapór, które umożliwiłyby spowolnienie wody w okresach ulewnych deszczy i zatrzymanie jej w porze suszy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze