Wakacje dobiegają końca, ale nie wszyscy z tego powodu rozpaczają. Podczas gdy uczniowie z żalem żegnają wolne dni, niektórzy emeryci z niecierpliwością odliczają minuty do pierwszego dzwonka.
– Detektywie, ja już po prostu nie mogę się doczekać końca wakacji – westchnął ciężko Józio, opierając dłonie na lasce.
– Jak to, mój drogi Józiu? – Dąbek uniósł brwi, włączając tryb śledczy.
– Co ci się w tym lecie nie podobało? Pogoda zła? Deszcz za często padał na plantach?
– A daj spokój, pogoda jak pogoda… Ja po prostu tęsknię za szkołą.
– Za szkołą?! Przecież ty już od dobrych paru lat grzejesz miejsce na emeryturze. Ostatni raz kredę
w ręku widziałeś w ubiegłym wieku.
– No, ja tak, ale moja Kaśka przecież uczy. Też niby mogłaby już iść na zasłużony odpoczynek, ale wiesz, jak to jest: jeszcze czeka na nagrodę prezydenta, jeszcze jubileusz za pasem… Trzeba dociągnąć.
– Daj spokój, myślałem, że po tylu latach to już jej się nie chce użerać z tymi urwisami.
– Pewnie, że jej się nie chce! Ale wiesz, kto tu naprawdę odlicza dni do pierwszego dzwonka? Ja.
– Musisz mi to wytłumaczyć na chłopski rozum, Józiu, bo moja dedukcja tutaj wymięka.
– Elementarne, Dąbek: święty spokój! Rano Kaśka pakuje teczki, wychodzi do szkoły, drzwi się zamykają i mam wreszcie wolną chatę. Luz blues.
– Aaa, no tak… – zaśmiał się detektyw. – Zapomniałem, że za pierwszym września najbardziej tęsknią mężowie nauczycielek. Szczególnie ci na emeryturze.
– No pewnie. Wrócę do swojego uświęconego rytmu życia: spokojne zakupy, pomidorki na targu, wolny obiadek, potem pilot w dłoń i odrobina telewizji bez komentarzy zza pleców.
– Oj, a nie boisz się, że ona po powrocie przyniesie te wszystkie szkolne dramaty do domu? Że ci głowę suszyć będzie radami pedagogicznymi?
– I bardzo dobrze! – machnął ręką Józio. – Przynajmniej jest urozmaicenie, bo przez wakacje to w kółko to samo. A tak, to mam darmowy wywiad i wiem dokładnie, co się dzieje na dzielni.
– Czyli co na przykład rejestruje ten twój domowy posterunek?
– A to, że Michałek znowu niegrzeczny, że Jola to wzór cnót, że ci rodzice to awanturę zrobili o brak szóstki, a tamci w ogóle się dzieckiem nie interesują… Cała kronika kryminalno-obyczajowa w jednym pokoju.
– No tak, wrzesień za pasem, zaraz ruszą zebrania, wywiadówki, nowe roczniki… Cała machina ruszy od nowa.
– Ruszy, panie detektywie, ale na coraz mniejszą skalę – spoważniał nagle Józio. – Kiedyś do szkół w Jaworznie szło rocznie prawie dwa tysiące dzieciaków, a teraz? Wyobraź sobie, że za parę lat możemy dobić do ledwie czterystu.
– Na miłość boską… Przecież jak człowiek rozejrzy się po Jaworznie, to wszędzie nowe domy stawiają, deweloperzy bloki budują, a dzieci nie ma? Gdzie tu logika?
– Na Dąbrowie Narodowej jeszcze coś tam widać, tam klas sporo, ale w innych dzielnicach? Posucha, panie. Pusto.
– No to może trzeba faktycznie pozwolić ludziom jeszcze więcej budować, żeby ściągnąć młodych?
– Przecież budują na potęgę, ale bilans i tak leży na łopatkach. Ciągle więcej ludzi umiera, niż się rodzi.
– To co ci młodzi teraz w tych nowych pięknych domach robią po nocach, jak się nie przytulają? – rzucił Dąbek z przekąsem.
– Jak to co? Telewizor, Netflix, smartfony… Wszystko pod wygodę, żeby tylko broń Boże pieluch nie trzeba było zmieniać.
– Ale to jest pułapka myślowa, Józiu. Dziś jest luz i seriale, a na starość, jak człowiek w łóżku zaniemówi, to nawet nie będzie miał kto szklanki wody podać. W dzieci trzeba zainwestować, żeby za trzydzieści lat miał kto ten grajdołek utrzymać i na nasze emerytury pracować.
– Oj, wytłumacz to dzisiejszym młodym. Oni tego nie zrozumieją, dopóki sami nie osiwieją.
– Pozostaje mieć nadzieję – podsumował detektyw Dąbek, wstając z ławki i otrzepując płaszcz – że historia jednak lubi zataczać koło i kolejne pokolenia w końcu odbudują nam tę jaworznicką demografię. A póki co, ciesz się swoim wrześniowym świętym spokojem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze