Co łączy biologię z trzeciej klasy, oświadczenia majątkowe jaworznickich radnych i pięć tysięcy złotych dziennej stawki? Przed takim pytaniem staje Dąbek – lokalny prywatny detektyw, który zamiast kolejnego zlecenia na śledzenie niewiernego małżonka, postanowił przeanalizować oficjalne dane z Biuletynu Informacji Publicznej.
– Jurek, stary przyjacielu – zaczął Dąbek, mrużąc oczy i pukając palcem w papier. – Ja rozumiem, że na biologii w trzeciej klasie potrafiłeś bezbłędnie rozróżnić pantofelka od eugleny zielonej, ale to? To, co tu widzę, to jest wyższa matematyka. Albo magia.
– Dąbek, przyszedłeś się przebadać, czy znowu tropisz spisek? – Jurek westchnął i poprawił okulary. – Mówiłem ci, to zwykłe przemęczenie materiału, za dużo pracujesz w tej swojej agencji.
– Ja? Za dużo pracuję?! Jurek, ja za jedną sprawę biorę tyle, że starcza mi na czynsz i dobre parówki dla psa. A ty mi powiedz lepiej, jak to jest? Otwieram BIP Jaworzna. Widzę oświadczenie majątkowe radnej Smoliło-Żabińskiej. Też lekarz jak ty. I co ja tam czytam? Dochód z działalności ponad milion. Emeryturka prawie stówka. Dieta radnej, inne dochody… Razem: milion sto siedemdziesiąt siedem tysięcy rocznie!
– No, ładny wynik – uśmiechnął się pod nosem Jurek, rozpierając się w fotelu. – Stabilna sytuacja.
– Stabilna?! – Dąbek zerwał się z krzesła i zaczął chodzić po gabinecie jak na przesłuchaniu. – Jurek, chłopie! Przecież ja to wrzuciłem w mój detektywistyczny kalkulator. Średnio wychodzi prawie sto tysięcy miesięcznie. Dzielę to na dwadzieścia dni roboczych… i co mi wychodzi? Pięć patyków dziennie! Ty wiesz, ile ja muszę się nachodzić za niewiernymi małżonkami, żeby zarobić pięć tysięcy?!
– Dąbek, medycyna to odpowiedzialność. Zdrowie ludzkie nie ma ceny.
– Przestań mi tu sypać PR-em z NFZ-u – Dąbek pochylił się nad biurkiem, patrząc koledze głęboko w oczy. – Pytam jak kumpel kumpla z IV B. Jurek… ty też zarabiasz tyle, co radna? Też masz w garażu coś, co przyspiesza do setki szybciej niż moja wysłużona Skoda? Też kupujesz w tym roku trzecie mieszkanie inwestycyjne?
– Dąbek… powiem ci tak – Jurek rozejrzał się konspiracyjnie i zniżył głos. – W POZ-ie, na tych państwowych wizytkach, to człowiek by się tylko papierologią wykończył. System nas nie rozpieszcza, więc trzeba sobie radzić. Trochę dyżurów w szpitalu, do tego prywatna praktyka… No i jakoś się ziarnko do ziarnka uzbiera.
– „Jakoś się uzbiera”?! – Dąbek złapał się za głowę. – Przecież wy zaraz zlicytujecie całe Jaworzno! Wy przez te wasze pensje i kontrakty stworzyliście jakąś zamkniętą kastę! Przeciętny Polak to musi wziąć kredyt hipoteczny, żeby do was prywatnie pójść na badanie gardła! Gdzie wy nas zaprowadzicie? Za niedługo, żeby wyleczyć katar, będę musiał sprzedać nerkę. I to pewnie tobie!
– Przestań dramatyzować, Dąbek. Po prostu rynek zweryfikował nasze usługi. Brakuje specjalistów.
– Rynek… Jasne. Słuchaj, Jurek. A nie potrzebujecie w tym waszym szpitalu jakiegoś detektywa? Mogę tropić zagubione strzykawki albo sprawdzać, czy pacjenci nie symulują na L4. Płaćcie mi chociaż jedną dziesiątą tego, co ma radna. Zadowolę się pięciuset złotymi dziennie.
– Masz Dąbek! – Jurek zaśmiał się, wypisał coś szybko na bloczku i podał mu kartkę. – Na to twoje śledcze nadciśnienie. I weź magnez.
– Co to jest? Recepta? – spytał Dąbek, patrząc na druczek.
– Nie, rachunek za dzisiejszą konsultację. Sto pięćdziesiąt złotych. Widzisz? A mówiłeś, że nic nie zarabiam. Ktoś musi pracować, żeby radna… to znaczy, żeby system działał!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze