Reklama

Oczywista Nieoczywistość – Pustka. Kościół w Długoszynie wspomnienia z budowy

Kiedy w mojej rodzinnej wiosce rozpoczęto budowę nowego gmachu kościelnego, to niemal od razu wizja tego, jak będzie w przyszłości wyglądał, spędzała mi sen z powiek. To może śmieszne, dziwaczne, ale prawdziwe. Przedstawiona nieco wcześniej makieta budynku pozwalała wyobrazić sobie choć po części szczegóły świątyni, jednak tak naprawdę dopiero po latach, kiedy gmach zaczął nabierać realnych kształtów, uzmysłowiłem sobie jego osobliwość, ale i zadziwiające detale, które wówczas wydawały się być przesiąknięte teologicznymi warstwami.

Pamiętam chwile, kiedy z dziadkiem spacerowałem po okolicy placu budowy i przekonany byłem wówczas święcie, że przyszły kościół wchłonie wszystko to, co się na tym placu znajdowało; łącznie z budami i barakami, które w jakiś zadziwiający sposób połączą się syntetycznie z ledwo co majaczącą bryłą obiektu, jakoś niesprecyzowanego i odrealnionego. Kiedy w pierwszych latach budowy, gdy proboszczem parafii był ksiądz Wiktor Byrdziak, wielu z okolicy śmiało się, że w Długoszynie budują nowy gmach Sejmu. Rzeczywiście; gmach ten był dość wysoki, patrząc nań z góry – miał do złudzenia nieco owalny kształt, dach zwieńczony był smukłą wieżyczką, którą jeden z późniejszych proboszczy nazwał gołębnikiem, a która pełnić miała z założenia funkcję sygnaturki. Wewnętrzna przestrzeń kościoła, bez wyraźnie zarysowanych części składowych i ich lokalizacji, takich jak choćby prezbiterium czy nawy, sprawiały wrażenie otwartej na wszystkie strony „sali plenarnej”. Pamiętam zresztą do dziś również fakt, jak bardzo absorbowało mnie to, gdzie będzie kiedyś ołtarz, gdzie będzie zakrystia, gdzie będą miejsca dla ludzi. Wszystko wydawało się jakieś nieokreślone, niesprecyzowane, rozmyte, pozostając tajemnicą także dla mnie, chociaż przez kilka ładnych lat, już jako starszy nieco chłopak służyłem tam do mszy. Pamiętam też, że chyba nawet ksiądz Byrdziak nie był przekonany co do tego, jak zorganizowany będzie kościół na górze po jego wykończeniu. Moja ministrantura przypadła zresztą na czas, kiedy msze odprawiano w dolnym kościele, ponieważ budowa jego górnej części ciągnęła się jeszcze przez wiele lat, także wtedy, kiedy księdza Byrdziaka już zabrakło. Niestety.

Reklama

Jeden wszak detal górnej części kościoła w sposób szczególny zapadł mi w pamięci. Pomiędzy czterema ramionami świątyni, układającymi się w kształt maltańskiego krzyża, znajdowały się po trzy, półkoliste apsydy, w obrębie których miały być wąskie świetliki (dziś są to duże okna z witrażami). Każda z tych apsyd miała być swego rodzaju odrębną kapliczką. Cztery wydłużone ramiona, zawierające dziś w sobie wejścia oraz zakrystrię, miały symbolizować czterech ewangelistów, a i na górze każdego z ramion zawieszony miał być dzwon nazwany imieniem każdego z nich. Natomiast to, co zaciekawiło mnie najbardziej to fakt, że każda z tych apsyd (kaplic) miała być poświęcona apostołom. Wydawało się jak najbardziej logicznym to, co mówił mi ksiądz Byrdziak jako małemu chłopcu; ewangelistów było czterech, wejścia potencjalnie cztery i co za tym idzie, cztery dzwony. A co do apsyd: łącznie było ich dwanaście, tyle samo, ile wynosiła liczba apostołów. Taki był plan.

Po wielu latach, kiedy świątynia w całej swej okazałości służy wiernym, jest tam zupełnie inaczej. Sygnaturki nie ma, bo zastąpiła ją masywna wieża. Dzwon wisi tylko jeden, ten sam którym dzwonił kiedyś pan Ludwik Musiał, zarówno przy starej kaplicy jak i przy budującym się niegdyś kościele. A co do kaplic… Cóż, pierwotna symbolika poszła w zapomnienie. Dziś w ich obrębie dominują duże witraże, a większość z wnęk jest już zagospodarowana, choć nieco inaczej. Pamiętam jednak jeden szczegół, który frapował mnie kiedyś intensywnie. A mianowicie komuż to przypadnie dwunasta kaplica? Komu, skoro jednym z dwunastu był Judasz? Czy wypada, aby to jemu była poświęcona? No chyba nie. A może powinien znaleźć się tam Maciej, który de facto zajął miejsce Iskarioty? A może powinna pozostać pusta… może powinna objąć swą niewielką przestrzenią wszystkich tych, którzy przez wszystkie te lata dokładali starań i wysiłku by kościół ten powstał i wyglądał tak jak teraz? Może. Jakby na to wszak nie patrzeć, gdzie tylko spojrzeć, pozostaje pusta przestrzeń; przestrzeń starej kaplicy na niewielkim placyku na środku osiedla, pustych apsyd i pustoszejących kościołów? Może to miejsca właśnie dla nich, dla tych, którzy tworzyli żywą tkankę zaangażowania, wiary i dobra, prostoduszności i pracowitości, a których pokłosiem jesteśmy także my. Tylko czy pustka ta nie pochłonie nas kiedyś zupełnie, czy nie zachwieje się wówczas owa ponadczasowa równowaga pomiędzy żywymi i umarłymi? Czy nie ogarnie ona zimnych przestrzeni, stanowiących owoc pracy ludzkich rąk i czy nie wkradnie się w nasze wnętrza, czyniąc nas równie pustymi i niezagospodarowanymi jak one? Czy w ten oto sposób nie staniemy się jedynie formą, pozbawioną treści, tak jak owa tytułowa, nieokiełznana pustka?

Reklama

Jarosław Sawiak

Miejsce zdarzenia mapa Jaworzno
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/03/2026 10:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości