W XIX stuleciu na terenie Galicji wraz z Wielkim Księstwem Krakowskim większość zabudowy wiejskiej oraz małomiasteczkowej była w mniejszym lub większym stopniu drewniana. Powodowało to, że jednym z najpoważniejszych niebezpieczeństw było zagrożenie pożarowe. Co prawda władze austriackie oraz krajowe galicyjskie zachęcały do powoływania w niewielkich osadach i miasteczkach ochotniczych jednostek straży pożarnej, jednak reakcje prowincjonalnych władz na te zachęty były często spóźnione lub znikome. Na terenie dzisiejszego Jaworzna pierwsza ochotnicza straż pożarna powstała w 1869 roku w Jeleniu, kolejne zaś, m.in. w Długoszynie czy Dąbrowie, dopiero na przełomie XIX i XX wieku.
Do tego czasu natomiast, w związku z brakiem lub znacznym oddaleniem tego typu jednostek, skutki pożarów były katastrofalne, tym bardziej, że były one zjawiskiem dość powszechnym. Dochodziło do nich także na terenie dzisiejszego Jaworzna, m.in. w Dąbrowie, Jeleniu czy Ciężkowicach. Olbrzymi pożar nie oszczędził także samego Jaworzna. Największy miał bowiem miejsce 30 lipca 1874 roku, kiedy to ogień strawił dwie trzecie zabudowy. Jaworzno było wówczas wsią nie tylko de iure, ale i de facto. Murowany był wówczas w zasadzie tylko kościół i urząd notarialny. Reszta zabudowy była drewniana, domy były pokryte strzechą, a w obrębie zabudowy były też budynki inwentarza. Wiadomo, że pożar wybuchł we wtorek około godziny 14.00, był to upalny, wietrzny dzień, ale co ciekawe na terenie wsi nie było wówczas prawie nikogo. Część mieszkańców wyjechała na targ, część przebywała na polach, w związku ze żniwami, cześć natomiast w pobliskich kopalniach w pracy. Kiedy pojawił się ogień niewielu było takich, którzy mogli zareagować. Zanim dotarły z Chrzanowa, czy okolicznych wsi jednostki, które mogłyby ugasić pożar, było już w dużej mierze za późno. Ludzie wracający z pracy czy pół zastali jedynie kłęby dymu, ogień i zgliszcza. Spłonęła więc większość zabudowy, a około tysiąca mieszkańców zostało bez dachu nad głową i bez środków do życia. Jednak fakt, że na terenie wsi przebywało tak niewiele osób, to straty wśród ludności cywilnej były niewielkie. Ówczesne gazety, zarówno we Lwowie, jak i w Krakowie, donosiły o kilku ofiarach śmiertelnych. Sam zresztą pożar rozszedł się szerokim echem w lokalnej prasie. Ówczesna prasa podawała zresztą, że ogień zaprószyło nieumyślnie dziecko przy jednej z posesji, co w tamtym momencie uznano za pewnik.
Paradoksalnie ten olbrzymi kataklizm, jakim był tamten pożar, umożliwił i przyśpieszył zmiany urbanistyczne. W miejscu zabudowy drewnianej zaczęła pojawiać się ta murowana. Pojawił się nowy, szachownicowy układ ulic, w miejscu tego wcześniejszego, bardziej chaotycznego. Korespondowało to zresztą wówczas z bardzo silnymi tendencjami pro miejskimi. Jaworzno już w czasach Rzeczpospolitej Krakowskiej o mało nie uzyskało praw miejskich. Szczególnie zaś w latach 70. XIX stulecia tendencje te były coraz mocniejsze. Dlatego też bardzo szybko pojawiły się plotki, że pożar wsi nie był przypadkowy. Przypuszczano, że ktoś mógł podłożyć ogień pod zabudowania dworskie, że mógł być to jeden z wozaków, w związku ze strajkiem tychże. Podejrzewano jednak również, że ogień podłożono po to, by bezpowrotnie pozbyć się zdecydowanie wiejskiej zabudowy Jaworzna i zastąpić ją tą zdecydowanie miejską, murowaną. Argumentem miał być tutaj dzień pożaru; opustoszała wieś, a więc pożar, który strawił większość wsi, przy minimalnych stratach ludzkich. Patrząc na opłakane skutki zdarzenia zdawano sobie sprawę z tego, że katastrofa ta mogła być na rękę niejednej grupie interesów. Świadczyć o tym mógł fakt, że po pożarze ludzie, którzy stracili dorobek swego życia, za bezcen sprzedawali swoje grunty.
Pożar z 1874 roku był katastrofą, jednak jakby na to nie patrzeć, rzeczywiście umożliwił miejski rozwój Jaworzna i z całą pewnością przyśpieszył proces urbanizacji i starań o uzyskanie praw miejskich. Dziś nie wiadomo, czy ktokolwiek stoi rzeczywiście za tamtymi wydarzeniami, czy był to jednak przypadek, bo przecież takich zdarzeń w tamtych czasach było bardzo wiele. Pożar ten był wszakże okupiony ludzką tragedią i nędzą, osobistymi dramatami i tragediami, tym bardziej więc dziwi fakt, że nie przetrwał w zbiorowej świadomości Jaworznian do dzisiaj. Dlatego więc warto przypominać o takich wydarzeniach, także tych dramatycznych. Wiedza o nich buduje bowiem prawdziwą świadomość, także tą historyczną.
Jarosław Sawiak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze