Reklama

Rowerem przez Australię z Ryszardem Karkoszem. Dzień 46 z 89

Ryszard Karkosz, zapalony rowerzysta z Jaworzna, wybrał się wraz z innymi fanami dwóch kółek do Australii. W 89 dni chcą razem pokonać całe wschodnie wybrzeże i część południowego Australii. Łącznie mają ponad 8 tysięcy kilometrów do przejechania. My z kolei będziemy publikować relacje pana Ryszarda z poszczególnych etapów podróży.
Poniżej relacja Ryszarda Karkosza z 46. dnia podróży –  pobytu w Sydney.

W największym mieście Australii Sydney spędziliśmy 4,5 dnia, wtorkowe popołudnie i kolejne 4 dni poświęcone na zwiedzanie. W niedzielny poranek o 9:00 ruszyliśmy w kierunku stolicy Canberry. Odległość dzieląca oba miasta to dystans ok. 300 km. Ze względu napięty grafik planowaliśmy przejechać na rowerach pierwszą "setkę", wsiąść do pociągu i przejechać kolejne 200 km.

Na pierwszej stacji za Sydney zrobiliśmy rozeznanie i okazało się, że na trasie nie możemy wsiąść do pociągu z rowerami, bo one muszą być przewożone w specjalnych pudłach, które są tylko na dworcu centralnym w Sydney.

Wróciliśmy do Sydney i kupiliśmy bilety. Na niedzielę biletów już nie było. Pojedziemy w poniedziałek. Pociąg może zabrać tylko 3 rowery, więc jedziemy w dwóch grupach: o 7:12 i 12:01. Czas przejazdu to 4 godz. i 8 min, a bilet kosztuje 45,19 AUD + 12,10 rower (w sumie ok. 190 zł).

Niedzielne popołudnie spędziliśmy na spacerze w najbardziej reprezentacyjnej części miasta - deptaku między słynną operą (Sydney Opera House), a równie słynnym mostem (Sydney Harbour Bridge). To co się tutaj wydarzyło nie można traktować inaczej, jak w kategorii cudu. Podczas spaceru spotkaliśmy kilka rodzin Polaków, a jedną z nich było małżeństwo Katarzyna i Wiesław Sobór. Otóż pani Katarzyna (z domu Dużej) jest jaworznianianką. Podobnie jak ja urodziła się w Jaworznie, a mieszkała przy ul. Klonowej i chodziła do podstawówki nr 17 niedaleko mojego domu. Mało tego, jej tata pracował w kopalni Komuna Paryska, z którą ja byłem związany przez całe życie zawodowe. Obecnie państwo Sobór mieszkają w Newcastle i do Sydney przyjechali na weekend. Oczywiście nie obyło się bez wspólnej fotki z flagą naszego miasta na tle opery.

Nocowaliśmy w dwóch grupach, bo w naszym hostelu było miejsce tylko dla 3 osób. Druga "trójka" noc spędziła na dworcu centralnym.

[vc_facebook]

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama