Galeria Obecna Muzeum Miasta Jaworzna prezentowała obrazy i grafiki z lat 90-tych Agnieszki Dutki. Wystawa nosiła tytuł "Ponad miastem". To jak pisał o pracach Leszek Danilczuk "quazi-urbanistyczny, oświetlony dziwną, arbitralnie wybierającą płaszczyzny poświatą, labirynt (...)".

Ela Bigas: Dlaczego sięga Pani do swoich prac z lat 90-tych? Czy nie straciły one na aktualności, co jest w nich ponadczasowego?
Agnieszka Dutka: Jako osoba zatrudniona na uczelni wyższej (Instytut Sztuki i Designu, Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej) bywam członkiem zespołów badawczo-naukowych, których obszar poszukiwań skierowany jest na problematykę miasta. Pierwszym z nich to projekt teoretyczno-artystyczny: „unLoc - Badanie możliwości synergii kreatywności człowieka i maszyny w architekturze. Redesign przestrzeni miejskiej z wykorzystaniem uczenia maszynowego, kreacji artystycznej i współpracy społeczności” finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. Drugi to projekt badawczy „Architektura - człowiek – sztuka”.
Praca w tych dwóch zespołach badawczych spowodowała mój sentymentalny powrót do serii graficznej oraz malarskiej, w których każda z prac zatytułowana „Miasto” jest wizerunkiem umownego miasta przedstawionego w perspektywie z lotu ptaka. Są to sieci dwuspadowych dachów, ciasno ustawionych wzdłuż i w poprzek ciemnych linii ulic, w których źródło światła jest nieokreślone i kumuluje się w miejscu pozbawionym zabudowy. Celowo nie określam go słowami „plac” czy „rynek”, by nie odzierać tego miejsca z niejednoznaczności. Słowo użyte do opisu sztuki ma duże znaczenie dla jej percepcji. To od użytego słowa zależy, czy obraz pozostaje otwarty, czy zostaje zbyt szybko jednoznacznie nazwany.


Czy, gdy przygotowywała Pani tę wystawę, odkryła Pani w tych pracach coś nowego? Coś Panią zaskoczyło?
Zaskakujące było odkrycie tego, że nie czuje się w nich upływu czasu. Wciąż mają moc, która została im nadana przez powściągliwość w nawiązywaniu do świata rzeczywistego. Znaczenie miał też fakt, że nie wpisują się w żaden z nurtów w sztuce. Są indywidualne.

Czy Pani opinie na temat miasta ewoluują?
W kontekście działań twórczych - oczywiście. Upływ czasu oznacza nowe etapy i nie ma sensu reprodukować koncepcji sprzed lat. Kolejna realizacja wynika z poprzednich, ale nigdy nie jest ich powtórzeniem.

Czy to miasto fikcyjne, czy rzeczywiście istniejące?
To autonomiczna koncepcja towarzysząca mi przez lata, nie odnosząca się bezpośrednio do rzeczywistości. Ale czerpiąca z niej oczywiście. To geometria: skosy ulic, romby dachów, trójkąty placów. To elementy charakterystyczne dla każdej urbanistycznej zabudowy. A więc istniejącej – odpowiadając wprost na Pani pytanie. Także kolorystyka pozostaje zaczerpnięta z rzeczywistości: chropawa materia budowana jest szarościami, błękitami i czernią, z akcentami czerwieni i zieleni.

Jakie miasto wzięłaby Pani na warsztat?
Nie myślę o konkretnych miejscach. Interesuje mnie miasto jako idea, a nie portret miasta. Wciągająca jest ewolucja tej idei oraz zaskakujące zwroty, które pojawiają się pozornie przypadkowo. W rzeczywistości wynikają one z kumulacji doświadczeń i ciągłej, systematycznej pracy.
Dziękuję za rozmowę
Ela Bigas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze