Budżet obywatelski miał być narzędziem, które oddaje głos mieszkańcom i pozwala im współdecydować o tym, jak zmienia się ich okolica. Z czasem jednak coraz częściej budzi uśmiech – niekoniecznie z sympatii, lecz z politowania. Gdy wciąż pojawiają się te same twarze, a projekty zaczynają przypominać element kampanii wyborczej, trudno oprzeć się wrażeniu, że idea gdzieś po drodze się wypatrzyła. Zamiast realnych potrzeb mieszkańców na pierwszy plan wysuwa się wizerunek, a obywatelskie zaangażowanie zaczyna przypominać casting na najbardziej fotogeniczny uśmiech z symbolicznym czekiem w tle.
– Śmieszy mnie, detektywie, ten budżet obywatelski.
– A cóż pana w nim tak bawi, sąsiedzie?
– To, że ciągle widzę tam te same twarze. Konsultują, doradzają, fotografują się, a człowiek już nie wie, czy to jeszcze mieszkańcy, czy objazdowa kampania wyborcza.
– Czyli uważa pan, że to nie konsultacje, tylko casting?
– Mniej więcej. Taki konkurs piękności: kto więcej obieca, kto szerzej się uśmiechnie i kto szybciej wręczy symboliczny czek na zdjęciu.
– Mocny zarzut.
– Ale trafny. Bo nagle się okazuje, że z JBO trzeba finansować rzeczy, które gmina i tak powinna robić sama.
– No tak, brzmi to trochę, jak sytuacja, w której ktoś kupuje sobie własny prezent, a potem jeszcze dziękuje darczyńcy.
– Właśnie! Dlatego ja proponuję projekt naprawdę potrzebny: publiczna toaleta przy placu.
– Odważnie.
– Nie odważnie, tylko realistycznie. Na podstawowe rzeczy często pieniędzy nie ma, ale na promowanie się po dzielnicach zawsze się coś znajdzie.
– Oj tam, oj tam, może to po prostu nowoczesna forma kontaktu z mieszkańcami.
– A może po prostu idea się wypatrzyła?
– Myśli pan, że ten mechanizm już bardziej służy wizerunkowi niż mieszkańcom?
– Dokładnie tak. To już taka dobra maszynka do ocieplania wizerunku, że może trzeba by zmienić nazwę.
– Na przykład?
– „Jaworznicka trampolina do rady”.
– Ładne. Krótkie, celne i od razu wiadomo, o co chodzi.
– Albo jeszcze lepiej: „Czego władza nie może, tam JBO pośle”.
– Ha! To już brzmi jak hasło promocyjne.
– Śmieszne, ale proszę zauważyć, że tu chodzi o prawie 5 milionów złotych.
– I o czas urzędników, i o całą promocję wokół tego.
– Właśnie dlatego mnie nie dziwi, że w niektórych miastach zaczynają się z tych obywatelskich budżetów powoli wycofywać.
– Bo gdy narzędzie do angażowania mieszkańców zaczyna przypominać scenę wyborczą, to trudno się dziwić, że ludzie przestają klaskać.
– I zaczynają pytać, czy to jeszcze budżet obywatelski, czy już serial polityczny.
– A odpowiedź, sąsiedzie, poznamy pewnie w następnym odcinku
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze