Na tej sali zaczynali jako chłopcy. Dziś wracają tu jako dorośli mężczyźni, trenerzy, koledzy i ludzie, których połączył boks. Kacper Kabara przygotowuje się do kolejnej walki, a w treningach pomagają mu ci, z którymi przed laty stawiał pierwsze kroki między linami, Przemysław Gorgoń, Mateusz Kopytek i Krzysztof Kopytek. To powrót do miejsca, które dla wielu w Jaworznie znaczy znacznie więcej niż zwykła sala treningowa. Problem w tym, że od września ten rozdział może się skończyć.
Kacper Kabara szykuje się do walki podczas gali charytatywnej w Mysłowicach, gdzie stawką będzie pas Gali WIP Champion. Choć formuła starcia odbiega od klasycznego boksu, bo chodzi o walkę w małych rękawicach, przygotowania odbywają się tam, gdzie wszystko się zaczęło — na starej sali, związanej kiedyś z bokserską Victorią Jaworzno, a dziś z klubem Jawor Team.
Mateusz „KOWAL” Kowalski VS. Kacper „KAJMANO” Kabara
MOSiR Mysłowice, 25.04.2026
W przygotowaniach Kacpra pomagają dziś Przemysław Gorgoń, prezes Jawor Team, a także bracia Krzysztof i Mateusz Kopytek. To synowie znanego pięściarza Roberta Kopytka, przez lata związanego z Victorią Jaworzno. To właśnie jego nazwisko wraca w ich wspomnieniach najczęściej.
– Tutaj tak można powiedzieć, że wszyscy zaczynaliśmy pod okiem świętej pamięci Roberta Kopytka. Krzysiek został trenerem, Przemek jest trenerem od dłuższego czasu, Mateusz przygotowuje mnie też tutaj do drugiej walki. Postanowiliśmy, że zrobimy to wspólnie na tej sali, bo tu jest kawał historii tak naprawdę – mówi Kacper Kabara.
To zdanie dobrze oddaje sens tej historii. Nie chodzi tylko o sport. Chodzi o pamięć, relacje i miejsce, które ukształtowało kilka pokoleń zawodników.
Jak to zwykle bywa, z czasem każdy poszedł w swoją stronę. Jedni zostali trenerami, inni zbierali doświadczenia w innych klubach i środowiskach. Teraz jednak znów spotkali się w jednym celu — pomóc koledze jak najlepiej przygotować się do ważnej walki.
Mateusz Kopytek nie ukrywa, że to ma dla niego wyjątkowy wymiar.
– Wychowaliśmy się tak naprawdę wszyscy na jednej sali, trenowaliśmy razem od małego i teraz się spotykamy dalej na tej samej sali. Ten sam klub, trochę pod inną nazwą, kiedyś Viktoria, teraz JaworTeam, ale fajnie, znamy się, każdy wie kto ma jakie mocne strony, kto coś tam może podpowiedzieć – podkreśla.
I dodaje, że właśnie różne doświadczenia mogą dziś procentować w przygotowaniach Kabary.
– Zaczynaliśmy razem w tym samym klubie, każdy później poszedł w swoją stronę, więc myślę, że każdy też „łapnął” trochę innego doświadczenia. Każdy dorzuci coś od siebie.
W tych przygotowaniach nie ma więc przypadku. Jest wspólna historia, wzajemne zaufanie i przekonanie, że razem można zrobić coś więcej niż osobno.
Sam Kacper podkreśla, że powrót na tę salę nie jest tylko sentymentalnym gestem. To także świadomy wybór miejsca, w którym czuje się u siebie.
– Wracam tu do domu, na Starą Viktorię Jaworzno - JaworTeam, wraz z chłopakami sięgniemy po pas razem – zapowiada.
W jego słowach słychać pewność, ale też przywiązanie do miejsca, w którym zaczynał jako nastolatek. Jak wspomina, z Krzysztofem Kopytkiem trenowali tu już w pierwszej klasie gimnazjum. Teraz, po latach, znów spotykają się na tej samej sali, tyle że w zupełnie innych rolach.
To tez dobry przykład dla młodszych zawodników. Kiedy znany w środowisku sportowiec wraca do klubu i trenuje obok dzieci oraz młodzieży, działa to mocniej niż niejeden plakat czy akcja promocyjna.
Przemysław Gorogoń zwraca uwagę, że obecność Kacpra po prostu motywuje młodych.
– Dzięki temu, że on walczy, że jest znany, pokazuje się, młodzi na niego patrzą i biorą przykład, chcą trenować. Coraz więcej młodzieży przychodzi na treningi, także cieszę się z tego najbardziej, że jest coraz więcej tych dzieci. – mówi Gorgoń.
To pokazuje, że klub wciąż żyje i wciąż jest potrzebny. I właśnie dlatego tak niepokojące są informacje, które pojawiły się w ostatnich tygodniach.
Za tą historią powrotu, wspomnień i sportowej jedności kryje się jednak bardzo gorzki wątek. Jawor Team dostał sygnał, że od września może mieć do dyspozycji znacznie mniej godzin treningowych na sali. A bez realnego dostępu do zaplecza dalsze funkcjonowanie klubu może stanąć pod znakiem zapytania.
– Dochodzą takie właśnie do nas wieści, że od września będą zabrane kolejne godziny na nadze treningi w tej hali. Tak naprawdę ta hala to jest historia. Ja trenuję tutaj 21 lat. Wcześniej trenował tu mój trener, świętej pamięci Robert Kopytek, ojciec chłopaków, i to jest kawał historii. Troszkę mi żal i smutno, że takie są prognozy, że będziemy musieli opuścić tę halę – mówi Przemysław Gorogoń.
To nie jest tylko problem organizacyjny. Dla takich klubów sala to nie wymienialny adres w kalendarzu. To miejsce, gdzie wychowują się kolejne roczniki dzieci, gdzie budują się relacje, dyscyplina i sportowy charakter.
Prezes Jawor Team nie ukrywa, że sytuacja jest trudna.
– Na razie jesteśmy na etapie poszukiwań, żeby coś wymyślić. Nie chciałbym zamykać tego klubu, ale też bez zaplecza treningowego będzie problem. Mam nadzieję, że dojdziemy do pewnego porozumienia z MCKiS-em i prezydentem. – dodaje Gorgoń.
Dla wielu osób związanych z jaworznickim boksem byłby to bardzo bolesny cios. Zwłaszcza że mowa o miejscu, które łączy historię Victorii, pamięć o Robercie Kopytku i teraźniejszość budowaną dziś przez Jawor Team.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze