Reklama

Prezydenckie zaprzęgi na miejskich rajców

AWAP
18/10/2014 07:20

Zaczęło się skrupulatne liczenie szans na liczbę mandatów w przyszłej radzie miejskiej. Wiadomo, kto wprowadzi więcej swoich ludzi, ten będzie górą, bo jak pokazały ostatnie miesiące, to radni decydują o wydawaniu gminnych pieniędzy i mogą skutecznie zablokować kontrowersyjne albo wręcz szkodliwe pomysły prezydenta.


Nic więc dziwnego, że Paweł Silbert, pierwszy nieomylny wódz naszego miasta, ma pomysł na zwycięstwo i poszerzenie swojego dworu, bo lubi jako władca absolutny rządzić bez sprzeciwów.

Listy jego komitetu wyborczego zasiliły rzesze dyrektorów szkół, miejskich instytucji, spółek gminnych oraz ich pracowników i członków rodzin tych pracowników. Podobny pomysł wdrożył szef jaworznickiego PiS-u Dariusz Starzycki, który poza szkolną kadrą zadbał o nazwiska szefów i członków organizacji pozarządowych, korzystających z miejskiej kasy. Infografiki prezentujące zależność kandydatów od prezydentów obejrzyj na str. 2 dla JMM i na str. 11 dla PiS.
Powie ktoś – tylko pozazdrościć skuteczności, w końcu który rodzic nie zagłosuje na dyrektora szkoły, w której uczy się jego dziecko? Mandat murowany i maszynka do głosowania będzie działać bez zgrzytów i wątpliwości.

Ze strachu czy potrzeby społecznego działania?

Czy jednak, aby na pewno to uczciwe postępowanie? Bo warto zadać pytania: Czy wszyscy dyrektorzy i szefowie spółek miejskich czy ich rad nadzorczych znaleźli się na listach Silberta z potrzeby działalności społecznej? A może część ze strachu przed utratą posady? Warto bowiem pamiętać, że pracodawcą dyrektora szkoły czy spółki jest… prezydent.
Mamy w przeszłości przykłady, że tracili oni posady, jeśli głoszone poglądy nie zgadzały się z linią przyjętą przez Pawła Silberta. Nie miała znaczenia wartość merytoryczna dyrektora. Jak nie giął się w ukłonach jakie przystoją na dworze jaśnie panującego i nie głosił peanów na cześć wodza, to został strącony w niebyt.

Mandat za dyrektorowanie? Wątpliwe

Pozostaje naturalnie kolejne pytanie. Ilu dyrektorów, którzy wygrają wybory przyjmie mandat radnego? Taka decyzja wiąże się bowiem z utratą stanowiska. Zgodnie z ustawą dyrektor miejskiej placówki czy spółki nie może być radnym. Przyjęcie mandatu radnego to automatyczna utrata znacznej części wynagrodzenia, a w konsekwencji powrót do klasy jako zwykły nauczyciel, a w wypadku spółek miejskich jako zwykły pracownik niefunkcyjny.
Być może się mylimy i pęd społecznikowski wśród dyrektorów jest ogromy. Bliższe są im problemy mieszkańców miasta, niż własnej rodziny i dlatego nie wahają się utracić stanowiska i części wynagrodzenia byleby pomagać innym. Jeśli tak jest, to chylimy czoła, bo to rzadka dzisiaj cecha.

Sprytna czy oszukańcza gra ?

Niestety, istnieje też inne wytłumaczenie wpisywania np. dyrektorów szkół na listę kandydatów do rady. Naturalnie to rozważania czysto teoretyczne. Załóżmy jednak, że oni mają tylko wygrać wybory dla prezydenta Silberta, ale wcale nie muszą przyjąć mandatu radnego. Znamy taki fakt z przeszłości, że przypomnę dyrektorkę Zespołu Szkół nr 4 Dorotę Dubiel. Uzyskała mandat mając 233 głosy. Zrzekła się go na rzecz Kingi Jędrzejek bez szans na mandat, mającej zaledwie 173 skreślenia.

Wówczas, tak jak w przykładzie, radnym zostaje kolejna osoba z największą liczbą głosów na liście. To oznacza, że radną czy radnym zostanie osoba, której wynik jest mierny .
I być może to jest klucz, według którego układane są listy? Czy jednak nie mamy w tym wypadku do czynienia z oszustwem wyborczym mieszkańców? Nie, nie formalnym, bo wszystko odbywa się w białych rękawiczkach i w zgodzie z prawem, ale mieszkańcy mają prawo czuć się w takiej sytuacji oszukani. Do rady miejskiej wejdą nie ci, których wybraliśmy, a mierni, bierni, ale wierni prezydentowi żołnierze, którzy przegłosują wszystko co zechce.

Co wolno wojewodzie to...

I na koniec wisienka na torcie. Otóż głównym specjalistą od piętnowania takich działań prezydenta Majchrowskiego w Krakowie jest dziennikarz tamtejszej prasy – niejaki Dawid Serafin. Naturalnie zwykłym zbiegiem okoliczności i przypadkiem jest fakt, że Serafin startuje u nas z listy JMM,  ugrupowania Pawła Silberta i nie widzi nic złego w działaniach swojego pryncypała, które tak zajadle zwalcza w Krakowie.

Ot, działa po prostu stara zasada, że punkt siedzenie zmienia punkt widzenia. Pozostaje więc na koniec zapytać: Czy dyrektorom należy współczuć, że dali się wciągnąć w tę brudną grę? A może raczej napiętnować, że mają miękki kręgosłup moralny, który wyklucza ich z grona pedagogów i wpisują się jedynie w budowanie dworu obecnego prezydenta?

Tyle, że na te pytanie każdy wyborca musi odpowiedzieć sobie sam, skreślając nazwiska na kartach do głosowania 16 listopada.

Lucjan Dereń


 



 

 

 

 
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Art - niezalogowany 2014-10-21 13:56:00

    Alex zapomniał dodać na końcu materiał wyborczy JMM, a sam sobie dał prztyczka pokazując fotki i wpisując określenia "wiele osób właśnie a sobotnie przedpołudnie lubi wyjść na rynek, aby odpocząć po całotygodniowej pracy" a rynek jakiś taki pusty nikt nie przesiaduje na ławkach wszyscy tylko przelotem, "dla dzieci było przygotowanych mnóstwo baloników" i na fotkach z kociej babcie z balonikami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Obserwator - niezalogowany 2014-10-21 13:21:10

    Alex zwyczajnie dał prztyczka w nos Matysikom publikując zdjęcie z tej samej ulicy, po której spacerował senator, ale z balonikami reklamującymi prezydenta zamiast wizytówki z nazwiskiem senatora. Jedno i drugie to tylko szyld reklamowy, który ma zwrócić uwagę przechodniów. Skuteczność przekazu oceń sam. "Oferta musi być na ulotkach" Ulotkę od senatora dostałem nawet do własnej skrzynki pocztowej, ale żadnej konkretnej oferty to na niej nie było. Nie wiem, czy Maksiu na Kociej rozdawał te same ulotki, czy może pojawił się na nich już jakiś program ;-) "Podoba mi się wyjście do ludzi, tam gdzie jest ich dużo" Właśnie dlatego proponowałem, żeby następną reklamówkę nakręcić w miejskim autobusie. Też Ci się spodoba ;-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Art - niezalogowany 2014-10-21 09:46:10

    Obserwator baloniki to gadżety i tylko pozwalają zapoznać się z logiem, nic więcej. Oferta musi być na ulotkach niestety. Nawet każda firma promująca się na rynku tak robi czy to jakiś bank czy to jakaś multimedialna. Nie interesuje mnie jaką formę marketingu wybrał sobie każdy z kandydatów, śmieję się z tekstu Alexa tak gęsto opatrzonego samozachwytem, a nawet nie potrafił tego potwierdzić na swoich zdjęciach. Podoba mi się wyjście do ludzi, tam gdzie jest ich dużo i jest większe prawdopodobieństwo zadania niewygodnych pytań kandydatowi. Takie rozdawanie baloników przypomina mi ostatni Dzień Dziecka na rynku. Dorośli potrzebują czegoś innego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama