Jak wspomniałem w poprzednim artykule, czwarta tegoroczna wycieczka zaliczona. Teraz od centrum Długoszyna przeszliśmy się w górę Białej Przemszy. Najważniejszy był odcinek pomiędzy ujściem Koziego Brodu a ulicą Stefana Batorego. Wiele wskazuje na to, że ostatnio byliśmy tutaj 10 listopada 2012 roku.
Wówczas trwały przygotowania do ustanowienia tutaj użytku ekologicznego, w którym miano przede wszystkim chronić murawy napiaskowe. Jakieś ich resztki wówczas widzieliśmy. Teraz to zdecydowanie historia. Dominują spłachetki lasów. Teraz najważniejsze są meandry Białej Przemszy. Po prostu Biała Przemsza wciąż jest tutaj dzika. Dla tych, którym zrozumienie słowa meander sprawia trudność podpowiem, że przypomina on ślad, który zostawiłby człowiek w stanie wskazującym na ratowanie budżetu państwa, kiedy usiłuje utrzymać prosty kierunek marszu.
Zanim doszliśmy do właściwego punktu startu, zauważyliśmy, że tym razem Kozi Bród tutaj płynie. Poza tym natrafiliśmy na fenologiczną oznakę nadchodzącego przedwiośnia pod postacią pylącej leszczyny. Na krzewie były również widoczne słupki kwiatów żeńskich. Lewy brzeg Białej Przemszy na znacznej długości jest stromy. To wrażenie potęguje mniejszy poziom wody po tym, jak utraciła ona swoje wielkie dolewki, w tym z Sztoły. Blisko rzeki z drzew dominują olsze czarne. Pojawiają się jesion wyniosły, klon zwyczajny oraz czeremcha zwyczajna. Na mniej lub bardziej rozległych równinach dominują sosny zwyczajne. Pomiędzy nimi trafiają się brzozy brodawkowate, topole osiki, dęby czerwone oraz czeremcha amerykańska. Rzeka w tej okolicy usiłuje podmywać brzeg, ale istniejący drzewostan jej to utrudnia. Z kolei na prawym brzegu kształtują się spore łany trzciny pospolitej. Idąc, zauważyliśmy martwą olszę czarną z kilkoma dziuplami. Dziuple musiały być wykute przez dzięcioły, kiedy drzewo żyło. Świadczą o tym ich zagojone brzegi. Naszą uwagę przykuła również trzmielina zwyczajna, której pędy ogryzły jakieś jeleniowate. Poza tym ślady aktywności bobrów w porównaniu do roku 2012 są znikome.
W tej okolicy biegnie bardzo wygodny trakt, który między innymi można przemierzać rowerem. Jeśli jednak nam się nie spieszy, możemy pochylić się nad tym czy owym. Teraz trafiły nam się huba oraz kilka porostów. Hubą jest gmatwica chropowata tworząca jednoroczne przyrośnięte bokiem do żywiciela owocniki. Zawsze na swoich żywicieli wybiera drzewa liściaste. Owocnik jest z wierzchu bardzo płaski ze słabo zaznaczonymi koncentrycznie pierścieniami. Spodem znajduje się labiryntowata warstwa rodzajna, czyli hymenofor. To ani rurki, ani blaszki tylko coś pośredniego. Z porostów trafiły się gatunki naziemne z rodzaju chrobotek o kieliszkowatych oraz rożkowatych podecjach. Na drzewach lokalną dominantą jest często spotykana w Jaworznie tarczownica bruzdkowana. Towarzyszył jej szarozielony obrost drobny oraz jaskrawożółty złotorost ścienny.
Zielonym akcentem o tej porze roku są mszaki. Pod jednym z drzew podmywanych przez rzekę trafiło się skupisko wątrobowca z gatunku płozik – Lophocolea bidentata. Zazwyczaj widuję go na pniakach. Tutaj był gatunkiem naziemnym. Z mchów naziemnych wyróżniały się płaskomerzyki pokrewny oraz kończysty. Nad nimi dominowała mokradłoszka kończysta. Towarzystwa dotrzymywał im płonnik jałowcowaty. Z gatunków nadrzewnych bliżej ulicy Stefana Batorego trafił się szurpek – Orthtrichum diaphanum. Trafiły się zwarte kępy mchu, którego po uważnym obejrzeniu uznałem za gatunek z rodziny płoniwcowatych – Pottiaceae.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze