Gdyby spróbować opisać Jaworzno jednym dźwiękiem, byłby to bez wątpienia warkot koparki. Przeglądając lokalne wiadomości, można odnieść wrażenie, że nasze miasto to jeden wielki plac budowy, który nigdy nie kładzie się spać. Od Szczakowej po Byczynę – wszędzie coś rozkopujemy, lejemy beton, stawiamy i zmieniamy. Prezydent Silbert zostawi po sobie miasto nie do poznania. To fakt, któremu trudno zaprzeczyć, nawet jeśli nie jest się fanem obecnej ekipy. Jaworzno z dawnego, szarego ośrodka stało się może i „sypialnią”, ale – trzeba to oddać – sypialnią wyjątkowo komfortową. Inwestycje w końcu wyszły poza ramy ścisłego centrum, docierając do dzielnic ościennych, a dynamika zmian sprawia, że faktycznie żyje się tu wygodniej. Spuścizna będzie solidna, ale jak to w życiu bywa, diabeł tkwi w szczegółach. I ten diabeł u nas wyjątkowo często nosi kask budowlany.
Irytuje nas bowiem ta wszechobecna bylejakość, która kładzie się cieniem na każdym nowym chodniku. To swoisty jaworznicki paradoks: budujemy estakadę, by zaraz ją poprawiać. Otwieramy skate park? Do poprawki. Brukujemy zatoczki, by po chwili je rwać i zalewać betonem, bo wizja rozminęła się z praktyką. Nawet Nowoszczakowska, jeszcze „ciepła”, już zdaje się prosić o serwis, a skwer na Dąbrowie sypie się szybciej, niż zdążyły na nim urosnąć kwiaty. Pytanie brzmi: Czy to znak naszych czasów? Czy wykonawcy zapomnieli, co oznacza rzetelność, a nadzór przymyka oko na niedoróbki? A może po prostu wpadliśmy w pętlę „szybkiego budowania”, gdzie jakość przegrywa z terminami i przecinaniem wstęg? To frustrujące, gdy widzi się, jak publiczne pieniądze są wydawane na poprawianie tego, co od początku powinno być zrobione porządnie.
Jednak o ile o betonie i asfalcie dyskutujemy namiętnie, o tyle w innej, kluczowej kwestii panuje gęsta, niepokojąca cisza. Mowa o siatce szkół. Wszyscy znamy liczby – demografia jest nieubłagana i nie oszuka jej żaden PR-owy komunikat. Dzieci rodzi się mniej, a my udajemy, że system oświaty jest z gumy. Zamiast otwartej debaty, dostajemy nagłe wrzutki o przenosinach czy „cichym” wygaszaniu placówek. Na korytarzach aż huczy od plotek – która podstawówka następna? Które liceum do połączenia? Czy nie można powiedzieć otwarcie, które szkoły będą musiały zostać zamknięte w perspektywie pięciu czy dziesięciu lat? To nie jest pytanie o to, jak oszczędzić, ale jak zaplanować przyszłość naszych dzieci i nauczycieli. Brak transparentności w tej kwestii to dolewanie oliwy do ognia, który i tak wybuchnie pod koniec kadencji. Emocje będą wówczas tak duże, że merytoryczna rozmowa stanie się niemożliwa.
Jaworzno zmienia się dynamicznie i staje się miejscem, w którym chce się mieszkać. Ale do sprawiedliwej i przejrzystej zmiany brakuje szczerości. Skoro potrafimy zaplanować przebudowę całego układu komunikacyjnego na lata w przód, dlaczego boimy się tak samo otwarcie zaplanować mapę jaworznickiej edukacji? Zamiast kolejnej poprawki świeżo położonej kostki brukowej, przydałaby się nam jedna, rzetelna debata o szkołach. Bez gotowania wody w garnku pod przykryciem, za to z wyłożeniem kart na stół. Bo o ile estakadę można naprawić, o tyle zmarnowanego zaufania mieszkańców i chaosu w edukacji tak łatwo załatać się nie da. Czy znajdzie się na to odwaga?
Franciszek Matysik
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Spokojna twoja rozczochrana szkół nie będą zamykać bo przecież zamiast dzieci mają psiecka za chwilę dostaną na psiecka 800 a potem psiecka pójdą do szkoły tak to działa ten świat zgłupiał do reszty
Spokojna twoja rozczochrana szkół nie będą zamykać bo przecież zamiast dzieci mają psiecka za chwilę dostaną na psiecka 800 a potem psiecka pójdą do szkoły tak to działa ten świat zgłupiał do reszty