Spotkanie w muzeum z Historią na Ty - już trzydzieste trzecie - zaczęło się tym razem nietypowo. Krystyna Byrczek sekretarz PTTK w Jaworznie wręczyła dr Iwonie Brandys dyplom i honorową odznakę krajoznawczą: „Miłośnik Ziemi Jaworznickiej”. Pięknie. Jest za co: ziemia jaworznicka w etnograficznym obrazie pokazywanym przez wyróżnioną jest ciekawa i kolorowa.

Tytuł wykładu dr Iwona Brandys w znanym nam cyklu zabrzmiał interesująco: „W kolorze gumiguty! Czyli o badaniach etnograficznych na terenie Jaworzna”. Rozciekawił mnie ten tytuł, nie tyle spodziewanymi etnograficznymi historiami, co wyrazem: g u m i g u t y.
Sięgnęłam do literatury, aby obczytać się w tym nie znanym mi wyrazie. Dowiedziałam się, że: „Pod tą nazwa przychodzi do nas suchy, bryłkowaty barwnik żółty otrzymywany z soku rozmaitych drzew, należących do rodziny g u m i g u t n i k ó w rosnących w Indiach wschodnich na Cejlonie i Borneo”. […]. Fabryki farb malarskich przerabiają gumigutę w postaci guziczków cienkich, gładkich laseczek lub ciastowatej wilgotnej gęstwy w cynowych łuskach czyli tubkach. Te przeróbki jednak są znacznie droższe niż naturalna gumiguta w bryłkach lub laseczkach.” Wyczytałam z obszernego artykułu „O zaprawach czyli bajcach” w „Przeglądzie Rękodzielniczym”
z roku 1918.
Z drzew rodziny gumigutników zarówno po nacięciu kory jak i po urwaniu liścia wycieka żółta ciesz w stanie żywicznym. Po obrobieniu ma postać laseczek lub proszku. Barwnika tego nie należy brać do ust bo jest trucizną. Taka uwaga była szczególnie ważna dla malarzy akwarelistów. Gumigutę stosowano w lecznictwie, ale tyko na recepty. O jej wykorzystaniu oddzielną prelekcję można by zrobić.
Dr Brandys w muzealnym wykładzie odniosła się do zastosowania tego barwnika w mapach katastralnych. Zobaczyliśmy tę barwę na starej mapie z 1848 roku. Jest żółta w sam raz. Nie wyblakła przez lata? Czy była intensywniejsza? - to badania dla fachowców.
Słuchaliśmy o materialnej kulturze ludowej, o specyfice gmin Jaworzna obszaru wpływów krakowskich i śląskich.
Było: o ubiorach, o haftach, o urządzeniu izby mieszkalnej, o naczyniach, o skrzyniach, o ozdobach, o obrazach świętych skośnie nachylonych ku izbie, o obyczajach świątecznych, o wiosennych sobótkach. O zwyczajach przy urodzeniu i chrzcinach. O nazwach miejscowych. Mieszkańców Byczyny nazywano Karpielarzami, a tych z Chrzanowa Cabanami. Ciekawe były zabobony. I jeszcze wysłuchaliśmy jacy to nasi przodkowe byli: ruchliwi, wrażliwi, dowcipni, wesołego usposobienia. Zdarzali się też nieszczęściem przybici, wtedy lamentują, narzekają, po czym godzą się z wolą Bożą.
Dla mnie najcenniejsze w wykładzie dr Brandys było to, co nie jest jeszcze opublikowane. To czego nie znajdziemy w książkach: Stanisława Polaczka, Seweryna Udzieli, Oskara Kolberga. Otóż ważne są wspomnienia rękopiśmienne jaworznian niemalże z wszystkich gmin: Ciężkowic, Byczyny, Długoszyna, Jelenia, Niedzielisk. Nowe źródło dla etnografów. Kilka fragmentów prelegentka przeczytała.
Słuchaliśmy półtorej godziny, na podzielenie się przekazanymi wspomnieniami naszych dziadków czasu brakło. Pamiętam takie historie: jak skończyła się wigilia to z opłatków dziadek nauczył mnie robić światy. Wycinało się kółko i do niego przylepiało połówki wyciętych kółek, kolorowe opłatki bardzo się przydawały. A co do zabobonów: jak warkocze ścięłam to dziadek za belkę na strychu wetknął, jak czas przyszedł, że należałoby za mąż iść to doradził mi imiona kawalerów na kartce spisać i pod poduszkę wsadzić. Wyciągnąć jedną w wigilie św. Andrzeja. I losowi się poddać, nie ma co się zastanawiać. A jak byłam całkiem mała to na dobranoc opowiadał mi o duchach. Przychodzą stukają takie, co w czyśćcu cierpią i wtedy trzeba dać na msze. Lubiłam opowieści nie z tego świata. Kiedy dorosłam odnalazłam takie ludowe wierzenia w etnograficznych publikacjach.
Wykład dr Brandys należy wydrukować choćby w Zeszytach Historycznych Miasta Jaworzna. Zebrać w jedno, to co jest już opublikowane (z badań etnograficznych w różnych publikacjach, a dotyczy naszego terenu) wzbogacić o wspomnienia jaworznian, które zachowane są w teczkach muzealnego archiwum.
Muzeum wciąż boryka się z problemami etatowymi, nie ma pieniędzy. To moja obserwacja. Nawet jak się wniosek napisze o etat dla historyka, to władza pieniędzy nie da.
Barbara Sikora
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze