Reklama

Jakub Dąbek o tych co do spowiedzi czekali

Po świętach w polskich domach zostają nie tylko resztki sałatki i nadmiar mazurka, ale też cała galeria refleksji, żartów i drobnych wyrzutów sumienia. O obżarstwie, kolejkach do konfesjonału, rodzinnych postanowieniach i o tym, czy świąteczne symbole obowiązują także tych, którzy do kościoła zaglądają rzadziej niż do lodówki.

– Przysiądź się, sąsiedzie. Tylko ostrożnie, ten taboret ma luźne nogi, zupełnie jak zeznania świadka w sprawie o zniknięcie kiełbasy z lodówki.
– Święta, święta i po świętach, detektywie. Widzę, że pan wciąż na posterunku, nad pustym talerzem. Zjadł pan, chociaż godną porcję sałatki?
– Zabezpieczyłem dowody osobiście. Sałatka była, do tego żur w trzech wariantach operacyjnych. Wszystko ekologiczne, z pewnego źródła, ale czuję się, jakbym połknął dowód rzeczowy o wadze kilku kilogramów.
– Co z tego, że było zdrowe, skoro za dużo. Wie pan, co mówią? Nieumiarkowanie to jeden z grzechów głównych.
– Ja tam z obżarstwa się nie spowiadam, mam na to alibi w postaci szybkiej przemiany materii. Choć przyznam, że statystyki w tym roku są niepokojące. Widział pan te kolejki przed kościołem? Prawdziwe oblężenie, jakby ogłoszono amnestię.

– Oj, nawet nie pan wie jakie. Sam stałem w tej kolejce do przesłuchania dwa razy po pół godziny.
– Dwa razy? Co? Za pierwszym razem nie przyznał się pan do wszystkiego i sumienie kazało wrócić na wizję lokalną?
– Nie, po prostu za późno przyszedłem i konfesjonał zamknęli przed nosem. Skończyła się służba.
– No widzi pan, sąsiedzie. Jest w narodzie potrzeba wyznania win. Zawsze to lepiej dla zdrowia psychicznego, zrzucić ten plecak z kamieniami przed samym sobą.
– Dla nas tak, ale co z tymi, co słuchają? Oni mają pod górkę. Tyle tych naszych brudów się nasłuchać…
– Zawód wysokiego ryzyka. No, ale ja tam dobrze trafiłem, na proboszcza. Rzucił parę mądrych uwag, pouczył o zasadach współżycia społecznego i… jestem zadowolony z pouczenia.

Reklama

– Ciekawe, czy on był tak samo zadowolony z pańskich zeznań. Wie pan, detektywie, zastanawia mnie jedno: jak to jest z tymi, co do kościoła nie chodzą, a przy świątecznym śniadaniu siedzą?
– Jak to jak? Normalnie, używają sztućców, nie łamią przy tym kodeksu karnego.
– Ale motyw? Sąsiedzie, motyw! Pisanki, baranek, rzeżucha… to wszystko są twarde poszlaki chrześcijańskie. Jak oni to sobie tłumaczą przed własnym trybunałem?

– Weź pan, przestań zaglądać ludziom przez firanki do talerzy. Ważne, żeby chcieli być dobrzy dla siebie i dla rodzin. W dzisiejszych czasach to i tak rzadki przejaw praworządności. A pan co, ma jakieś postanowienia poprawy?
– Stale te same, spisane złotymi zgłoskami: żona ma zawsze rację i chcę mieć z nią dobre relacje.
– Bardzo słusznie. Zapamiętaj pan tę złotą myśl starego śledczego: szczęśliwa żona to brak domowych interwencji, a przy tym jedyna sprawa, której nie warto drążyć zbyt głęboko, jeśli chce się dożyć emerytury w spokoju

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/04/2026 15:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości