Galeria Kameralna ATElier Kultury prezentuje czarno-białe fotografie Joanny Chrząszcz. Wystawa nosi tytuł „Bezdech”. Można tę wystawę obejrzeć do 18 maja.
Joanna Chrząszcz pracuje „w konserwacji” na terenie byłego obozu Auschwitz-Birkenau. Ukończyła liceum plastyczne w Nowym Wiśniczu, filologię rosyjską, kulturoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz studia podyplomowe „Totalitaryzm-Nazizm-Holokaust”.

Ela Bigas: Na wystawie prezentowane są efektowne fotografie świata małych roślinek, ale w makroskali. Tak naprawdę tutaj pewnie nie ma skali 1:1. Skąd taki koncept? Co panią zainspirowało?
Joanna Chrząszcz: Tutaj wszystko jest w dosyć sporym powiększeniu. To są makro i mikro fotografie. To moje zanurzenie w świat natury. Wcześniejsza moja wystawa „(Ob)szary”, była już zapowiedzią tego, co jest prezentowane na wystawie “Bezdech”. Po pierwsze świat natury, a po drugie coraz głębszego zanurzania się w ten świat. Koncepcja była taka: znaleźć w świecie rzeczywistym jak najwięcej abstrakcji.
A ta abstrakcja jest mi potrzebna do tego, by dać potencjalnemu odbiorcy możliwość stworzenia swojej własnej rzeczywistości, na bazie tego obrazu, który ja mu proponuję.

Czy Pani samej podoba się ta wystawa?
Ja ją lubię, bo to jest moja wystawa i to jestem ja. To jest okres takiego mojego ostatniego zanurzania się w świecie fotografii, ale też jeden z nurtów fotografii, którą uprawiam. Ja lubię swoje fotografie i lubię też swoje wystawy.

Załóżmy, że cały ten świat z pani fotografii, w gruncie rzeczy dość abstrakcyjny świat, zamieszkują jakieś stwory. Jakie sobie pani wyobraża?
Byłby to człowiek.
Malutki człowiek? Jaki człowiek?
Po prostu człowiek. Stworzeniem, które było przy powstawaniu tych kadrów, jestem ja. Jestem człowiekiem. Nie myślę o stworzeniach typu jakiegoś, nie wiem, zwierzęcia, bo pewnie to pani ma na myśli, czy jakieś bardziej fantastyczne?
Może bardziej fantastyczne.
Nie, nie. To jest “tu i teraz”. Poczucie fantastyczności czy abstrakcji wynika z interpretacji. Nie deformuję moich kadrów, nie deformuję moich obrazów. To jest dokładnie świat zastany.
Dlatego nie ma tam miejsca dla stworzeń fantastycznych, dla zwierząt. Wiadomo, że zwierzęta gdzieś tam przenikają, bo fotografuję w plenerze. Jednak jedynym, prawdziwym stworzeniem jest dla mnie człowiek.

Ciekawi mnie to, czy pani zdaniem taka metamorfoza może dotyczyć dokładnie całej realności. Czy można tak ją przeinaczyć nieco?
Wszystko można tak przeinaczyć. U mnie fotografowanie świata makro i mikro wynika z mojej pasji, mojego zawodu wykonywanego - konserwatora dzieł sztuki i to jest tak, że ja zawsze zanurzam się w detalu. Ja ten detal odnajduję wszędzie. Wielu moich znajomych, jak rozmawiamy o fotografii, pytają: jak ty to zauważyłaś, jak ty to wyłapałaś?
Nawet pracując na obiektach zabytkowych: ułożenie słojów drewna, pył, który gdzieś leży na deskach, czy spoczywa gdzieś na jakichś detalach architektonicznych, dla mnie już jest inspirujący. Świat rzeczywisty jest bogaty w obrazy i w zupełności mi wystarcza.

Jest pani konserwatorem zabytków. Proszę powiedzieć z jakim najbardziej ciekawym dziełem miała pani do czynienia?
Na co dzień pracuję w konserwacji na terenie byłego obozu Auschwitz-Birkenau. Ale zdarza mi się też wyjeżdżać na wyjazdy delegacyjne. Ostatnio dużą radość dała mi praca w Ratuszu w Poznaniu nad polichromiami na renesansowym stropie. Przez dwa sezony jeździłam również do Świątyni Pokoju w Jaworze. Pracowałam tam nad drewnem, nad ścianą i nad odtwarzaniem polichromii.
Myślę, że to są takie dwie prace najbardziej spektakularne, znaczące i inspirujące. Na co dzień moja praca troszkę inaczej wygląda. Na czym innym się skupiam.

Czy osiągnęliśmy już w konserwacji zabytków taki stan, który pozwala nam na odtworzenie dokładnie takich samych kolorów, jak te, którymi posługiwali się artyści w średniowieczu. Czy my już wiemy, jak one wyglądały?
Bardzo dużo wiemy. To już jest taka bardzo szczegółowa konserwacja.
Może niektórzy z państwa nie zdają sprawy, ale cały Akropol w Grecji był kolorowy. To nie był biały marmur.
Podobnie zdaje się jak budowle dawnego Egiptu?
Tak. Mamy jeszcze dość szczątkowo zachowane w Egipcie polichromie, które pozwalają na odtworzenie pełnej kolorystyki.

W latach 60, w latach 70 była taka dziwna tendencja zamalowywania w kościołach wszystkiego co dawne. Czy można to odsłonić?
Tak. Do tych polichromii można bez problemu dotrzeć. To żmudna i rozłożona w czasie praca, ale możliwa.
Co w pani planach fotograficznych? Jakie nowe artystyczne działania?
Ten rok zaczęłam dwoma nowymi wystawami i uważam, że na chwilę obecną to bardzo dużo. Przygotowanie dwóch zupełnie nowych wystaw to duże obciążenie psychiczne i fizyczne. Jedna to wystawa “Bezdech”. W Atelier Kultury prezentuję ją po raz drugi. Wystawa miała premierę w Galerii Tyle Światów w Oświęcimiu.
Końcem stycznia prezentowałam nową wystawę, która była efektem 10 lat mojej pracy. To fotografie, które mówiły o poranku na terenie Birkenau, czyli Brzezinki, na terenie byłego obozu, tylko w odniesieniu do świata natury, który tam funkcjonuje. Nie wszyscy sobie z tego zdają sprawę, że ten świat natury funkcjonuje na terenie Brzezinki. On tam funkcjonował zanim pojawił się tam obóz. “Nim wstanie dzień” - taki tytuł ma ta druga wystawa.
Teraz pracuję nad dość długoterminowymi projektami, które już od kilku lat kontynuuję. Fascynuje mnie świat tradycji i obrzędów. Mam jakąś słabość do fotografowania obrzędów ludowych, ze szczególnym uwzględnieniem strojów ludowych. Po raz kolejny skupiam się na detalach. Myślę że nad tym projektem czeka mnie jeszcze sporo lat pracy. Teraz wyszukuję poszczególne, interesujące mnie wydarzenia. Fotografuję je, kataloguję i zobaczymy co z tego powstanie. Dla mnie świat obrzędów i tradycji to dowody naszej tożsamości. A tożsamość uważam za filar naszego jestestwa.
Bardzo dziękuję za rozmowę – Ela Bigas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze