Wielki Tydzień poprzedza Wielkanoc. Jest dla wiernych czasem przygotowań do Święta Zmartwychwstania Pańskiego. To okres szczególnie bogatej obyczajowości.
Ten najważniejszy dla chrześcijan czas otwiera Wielka Środa. To dzień tzw. „judaszków”. Przygotowywano tego dnia kukłę, która miała uosabiać Judasza. Tworzono ją z gałganów, wypychano słomą i zdobiono w trzydzieści szkiełek, które miały upamiętniać 30 srebrników, jakie zapłacono Judaszowi za zdradę Jezusa. Kukłę zrzucano tego dnia z wieży kościelnej, po czym na postronku wleczono ją po ulicach.
W Wielki Czwartek milkły dzwony, w kościołach odzywały się jedynie drewniane kołatki. Po ulicach mali chłopcy biegali ze specjalnymi machinami na kołach. Wokół ciągniętego kloca obracały się deseczki, które niemożebnie trajkotały, podobnie jak różne klekotki i grzechotki.
W Wielki Czwartek umywano nogi dwunastu starcom, po czym zapraszano owych starców na wspólną wieczerzę. Tego zwyczaju przestrzegali królowie, biskupi i magnaci. Przy okazji owych starców-nędzarzy sowicie obdarowywano. Stanisław August w Wielki Czwartek obmywał nogi dwunastu wybrańców, którzy – jak obliczono – liczyli razem 1300 lat, wszyscy mieli po z górą 100 lat, a najstarszy z nich miał nawet 125 lat. Obcymi im stóp dokonywał w imieniu Króla ks. Naruszewicz, królewski jałmużnik. Król zaś podarował owym starcom pełny strój, srebrne łyżeczkę, nóż i widelec, w serwetę zawinął dukat. Wraz z możnym usługiwał tym biedakom przy wieczerzy. Uroczystości zamknęła „drama religijna” i kwesta w kościele.
Ku kościołom w Wielki Piątek ciągnęły pochody biczujących się kapników. Jeden z nich udający Chrystusa, miał koronę cierniową nałożoną na kaptur i przewieszony przez ramię gruby łańcuch. Niósł ów kapnik krzyż, pod którym dość teatralnie pochylał się i upadał. Towarzyszyli mu dwaj kapnicy odgrywający żołnierzy. Ci szarpali go za łańcuch, uderzali pałaszami.
W Wielki Piątek obowiązkiem wiernych było odwiedzanie Grobów Pańskich. Panowie czynili to popołudniami, służba na ogół nocą. W miastach należało obejść wszystkie Groby, przy każdym odmówić modlitwę i złożyć datek. W Krakowie wedle tej tradycji należało odwiedzić co najmniej siedem Grobów.
Groby starano się urządzać łamiąc wszelkie schematy. Miały być oryginalne, pełne przepychu. Jak pisał w XVIII w. ks. Jędrzej Kitowicz „Groby robione były w formę rozmaitą, stosowaną do jakiej historii, z Pisma Świętego Starego lub Nowego Testamentu wyjętej”. I tak w Grobach umieszczano np. postaci „Józefa od braci swoich do studni wpuszczonego, albo Daniela proroka w jamie między lwami zostającego, albo Jonasza, którego wieloryb połyka paszczęką swoją”. Umieszczano też w Grobach Górę Kalwaryjską z zawieszonym na krzyżu Chrystusem, z żołnierzami, którzy go krzyżowali i z tłumem Żydów. W jednym z krakowskich grobów postaci aniołków dęły w trąby, rozsiewając z nich miłe zapachy. Zdarzało się, że te wyobrażenia były ruchome. Dalej pisze ks. Kitowicz: „Lwy błyszczały oczami szklannymi, wachlowały jęzorami z paszczęk wywieszonymi. Morze bałwany swoje miotało. Żołnierz siedzący na koniu zbliżał się do boku Chrystusowego z włócznią. Matyje, stojące pod krzyżem, ręce do oczów z chustkami podnosiły i jakoby zemdlone na dół opuszczały”. Po wsiach Groby pilnowały co godniejsze persony, ubrane po żołniersku lub szlachecku.
Wielka Sobota to dzień święcenia pokarmów, które mają zostać podane na uroczyste wielkanocne śniadanie. Podówczas obowiązkowo święcono to wszystko, co miało zostać podane na wielkanocnym stole. W starym kalendarzu tak oto opisywano święcone na dworze wojewody Sapiehy w Dereczynie: na samym środku był baranek z chorągiewką, calutki z pistacjami, obok ustawiono 4 przeogromne dziki, co symbolizowało cztery pory roku, każdy dzik był naszpikowany szynkami i kiełbasami. 12 jeleni oznaczało 12 miesięcy, miały te jelenie złote rogi, nadziano je zającami, cietrzewiami i dropami. Naokoło umieszczono ciasta: placki, mazurki, żmudzkie pierogi, wszystkie z bakaliami, było ich tyle ile tygodni w roku – 52. Za nimi położono 365 babek, tyle ile dni w roku. „Każda była adorowana inskrypcjami, floresami, aż niejeden tylko czytał” – piszą w kalendarzu.
Poświęcono też wina w czterech pucharach, 12 konewkach, 52 baryłkach i 365 gąsiorach. A dla służby dworskiej poświęcono 8760 kwart miodu, czyli tyle ile godzin w roku.
Wśród oryginalnych placków świątecznych znalazł się i taki, „co miał w środku sadzawkę z białego miodu, wyglądały z niej rybki i nimfy kąpiące się, a kupid strzelał do nich z łuku”. eb


Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze