Grupa teatralna Stefana Warzyńskiego popisała się ciekawym spektaklem pt. „8 kobiet i robot”. Wystawiono go w ramach XXXIII Spotkań Teatralnych. Sztukę zagrano na scenie ATElier Kultury we środę 25 marca. Autorem scenariusza i reżyserem spektaklu jest oczywista pan Stefan, który stwierdził, że ów scenariusz jest efektem pracy wyobraźni i obserwacji życia.
Tytuł wydał mi się niczym z Lema.
- Tytuł nie ma nic wspólnego z Lemem – odrzucił mój pomysł pan Stefan. - Jest to po prostu historia ośmiu różnych kobiet plus jednego robota. Myślę, że każda osoba, która będzie na widowni podczas tego spektaklu może tam znaleźć jakąś cząstkę siebie, mniejszą lub większą.
Reklama
W tym zaskakującym spektaklu kobiety i na dokładkę jedna kobieta-robot są w swoich relacjach z mężczyznami wyjątkowo nieszczęśliwe. To związki nieudane. Spektakl po części jest opowieścią fantastyczną, choćby wtedy, gdy jedna z bohaterek chce usunąć swoje wspomnienia, gdy inna rozmawia ze swoim nienarodzonym dzieckiem i gdy pojawia się na scenie tytułowa kobieta-robot. Jest też w spektaklu scena spotkania w windzie studentki historii sztuki i projektanta kutrów rybackich, którzy niespodziewanie zaczynają snuć swoje wspólne plany, a te okazują się być mało radosne. Spektakl zamyka scena na stacji kosmicznej. Astronautka z powodu awarii stacji traci życie. Sztuka wprowadza publikę raczej w nastroje pesymistyczne, pewnie niejednej pani na widowni dała owa sztuka do myślenia, panowie też się nad spektaklem zastanowili.

Co sądzą o swoich rolach sami aktorzy?
- Pod kątem aktorstwa to jest dla mnie duże bardzo wyzwanie, bo to jest, uważam, dla mnie ciężka dosyć rola, bardzo charakterna, bardzo taka mocna, więc to była dla mnie nowość i to było dla mnie też zaskoczenie, kiedy zobaczyłam scenariusz – mówi pani Julia, występująca w roli kobiety robota. - Nie spodziewałam się, że dostanę akurat tą. Spodziewałam się troszkę prostszej dla mnie roli, w których już tam gdzieś kiedyś grałam, na przykład tego typu charaktery, ale ten jest dla mnie czymś nowym. Na pewno zawsze kiedy w jakąś postać się wcielam, to staram się wejść realnie, poczuć te emocje. Pierwszy raz miałam tak, że faktycznie musiałam poczuć taki ból, cierpienie. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się to w żadnej z ról. Ani tym bardziej w życiu realnym. Oj, takiego cierpienia jak moja postać, to nie doświadczyłam.
Pani Julia L. kreowała postać studentki sztuki. - Uważam, że z mojej roli wynikło przede wszystkim to, że obecnie ludzie nie zdają sobie czasami sprawy, że jak poznają jakąś osobę, czasami budują już w swojej wyobraźni z nią całą przyszłość, wymyślają sobie, jak ta przyszłość będzie wyglądać, jak będą mieć dzieci, jak, będą pracować i mieszkać razem, a tak naprawdę moja postać pokazuje, że wszystko może się zmienić i może okazać się, że osoby tak naprawdę nie są sobie przeznaczone, trzeba po prostu patrzeć realnie na to, co się dzieje. Powinniśmy rzeczywiście spojrzeć realnie na osobę, którą spotkaliśmy, a nie przez taki kolorowy pryzmat, żeby widzieć tylko jego pozytywne cechy, bo czasami możemy się niemile zaskoczyć i tak naprawdę możemy zepsuć całe życie przez jeden zły wybór.
Dla pani Klaudii grającej rolę mamy rola jest zdecydowanie nowa. - Mamą na co dzień nie jestem, więc jest to coś nowego. Tak samo nigdy nie odczułam straty bliskiej osoby, więc jest to o tyle nowe, że muszę poczuć te uczucia, których nigdy w sobie nie miałam, co jest i wymagające, ale też to bardzo ciekawe doświadczenie nowe, które zdobyłam na scenie, a myślę, że w przyszłości mogę je wykorzystać, tą troskę, której się tutaj nauczyłam i tej rozmowy z moją sceniczną córką.
Tak więc na widowni zrobiło się smutno, choć pan Stefan wplótł w tekst sztuki pewne zabawne fragmenty. Może więc powstała z tego całkiem udana tragikomedia. A swoją drogą, ciekawi mnie komedia w wydaniu pana Stefana.
Na zakończenie tej relacji mam malutki bonus.
Wśród publiki pojawiła się pani Natasza, której zdaniem te jaworznickie Spotkania Teatralne to jest genialny pomysł. - Jestem wierną fanką Spotkań Teatralnych – mówi. - Obfitują we wspaniały repertuar.
O spektaklu Krzysztofa Materny i Olgi Bołądź mówi pani Natasza, że to doskonałość, minimalizm w formie, w dekoracji. - Przesłanie, które wyniosłam, to że nie ma już teraz wstydu – relacjonuje. - Coś co chyba najbardziej zapadło mi w pamięć. Kocham Olgę Bołądź, bo utożsamiam się z jej spojrzeniem na świat. Takie jest bardzo ludzkie, humanitarne, ale też zmuszające do codziennej refleksji nad naszym życiem. No i Materna, mistrz wiadomo. Myślę, że gdybym mogła przeprowadzić wywiad, to byłby Wojciech Mann i Krzysztof Materna właśnie, ponieważ są moimi takimi gwiazdorskimi postaciami z czasów mojego dzieciństwa. Rola Materny opiera się o dystans do siebie, do świata i umiejętność znalezienia się osób będących seniorami we współczesnym świecie, w rzeczywistości, która ich otacza – dodała pani Natasza.
Tak więc ze Spotkań Teatralnych wynikają same pożytki. Człowiek przyjdzie na spektakl i pobudzi swój unikający wysiłku mózg do intensywnej pracy. Życie wyda mu się o niebo ciekawsze. Coś go wreszcie zaskoczy, choć sądził, że o żywocie wie już wszystko.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze